piątek, 16 czerwca 2017

oddech szósty



Mogłabym dać Ci jeszcze jedną szansę, upaść
Przyjąć strzał za Ciebie
Potrzebuję Cię jak serce potrzebuje bicia
Ale to nic nowego
Moja miłość była gorącym promieniem
(OneRepublic - Apologize)


Kwietniowe słońce przygrzewa zbyt mocno, gdy siedzisz na pomarańczowym dywanie na poddaszu rodzinnego domu. Minęło kilka miesięcy, a Kraft się nie pojawił - wszystko wróciło do normy - łącznie z twoimi koszmarami - masz nadzieję, że na zawsze. Sezon zakończył się kilka tygodni temu, a za dwa tygodnie brat znowu ucieknie z domu, znowu będzie spędzał z nim czas na zgrupowaniach i innych tego typu rzeczach. Zastanawiałaś się czasem czy siedząc na wąskich, hotelowych łóżkach w porze, gdy powinni już spać, regenerować się przed następnym konkursem, poruszają twój temat. Nie przykładając się za bardzo przekładasz z jednej wieży na drugą kolejne drewniane klocki kątem oka obserwując przebierającą lalki blondyneczkę. Z uśmiechem opowiada o nich Alexandrowi, który kilka chwil wcześniej wszedł do pokoju z tacą pełną ciastek. Przyglądasz im się nieco dłużej, a po chwili przenosisz wzrok na czytającego Michaela. Blondyn zdaje się cię nie zauważać, co jakoś specjalnie cię nie dziwi. Sielskie popołudnie płynie i nic nie wskazuje na to, że stanie się coś, co znowu zwróci was przeciw sobie. Dźwigasz się z podłogi potrącając przypadkiem zamek, który rozsypuje się na jasnych panelach. Dźwięk przeszywa cię na wskroś, jakby coś wbijało cię się w serce powodując niewyobrażalny ból. Widzisz w tej sytuacji coś, co sprawia, że uśmiechasz się ironicznie pod nosem - stabilna budowla runęła przez drobny, przypadkowy gest. Kręcąc rozbawiona głową nalewasz do szklanki soku i gestem przywołujesz Sophie.
— Napij się, bo pewnie zaschło ci w gardle — rzucasz roześmiane spojrzenie Alexandrowi, który zdaje się być wykończony po zabawnie z siostrzenicą. Blondynka zawsze była bardzo absorbująca, a mimo to skradała serca wszystkich członków rodziny. Porozrzucała lalki, które dostała od twoich braci na Boże Narodzenie, a ty zamiast gonić ją do sprzątania sama bawisz się jej klockami. Może nigdy nie dorosłaś? Może jej przyjście na świat tylko ukryło w tobie dziecięcy pierwiastek? 
— Mamo — słyszysz jej całkowicie poważny głos, którym zmusza cię, żebyś zwróciła na nią uwagę. Obserwujesz uważnie jej wydęte wargi i ten błysk w oku, w którym nie trudno doszukać się ambicji. Patrzy na ciebie nie bojąc się kontaktu wzrokowego i to ty pierwsza odwracasz wzrok, gdy za bardzo przypomina ci błyszczące oczy Stefana po każdym zakończonym telemarkiem skoku. — A ten wujek jeszcze do nas przyjdzie? — pyta bezpośrednio, a twoje serce przyspiesza mimowolnie.
— Jaki wujek, kochanie? — z twoich ust pada pytanie i powietrze momentalnie gęstnieje. Słyszysz swój przerywany oddech i nie musisz się rozglądać po pokoju, żeby znaleźć winnego. Odwracasz głowę, żeby zobaczyć strach na twarzy skoczka narciarskiego, ale nie dostrzegasz nawet cienia. Jego twarz emanuje spokojem, tylko oczy pozostają zaniepokojone, jakby nie wszystko szło zgodnie z planem, który założył. — Jak mogłeś? — szepczesz w jego stronę prawie bezgłośnie jednocześnie ściskając małą dłoń, która zaciska się na twoim kolanie. Jesteś bliska wybuchu, ale przecież to nie musi być on. Może chodzić o kogoś zupełnie innego, prawda?
— Stefan — mówi z dziecięcą szczerością zakręcając jasny kosmyk wokół palca, odkrywając wszystkie karty. Rzucasz blondynowi zranione spojrzenie i coś w tobie pęka. Czujesz, że złość i wina wciągają cię coraz mocniej i dłużej nie dasz rady z nimi walczyć. — Mówił, że nie będziesz chciała się z nim widzieć.
— Miał rację. — zaciskasz zęby próbując brzmieć naturalnie, bo to nie jest jej wina, ona jeszcze nic nie rozumie. Los dał ci ją na pociechę za kolejną pomyłkę dwóch ciał, choć do tego przegranej przyczyniliście się oboje. On podjął ten ostateczny krok, bo był dużo odważniejszy niż ty, gdy wiele razy już wybierałaś jego numer telefonu. Pogubiłaś się w uczuciach do niego już dawno temu, a potem, gdy wszystko się skończyło zwyczajnie zamiotłaś wszystko pod dywan. Czułaś, że teraz żadna siła nie wyciągnie twoich brudów na światło dzienne. Wiedziałaś, że wtedy one cię przerosną, gdy znowu przyjdzie ci się z nimi zmierzyć. Wrócił, a ty dalej nie miałaś odpowiedzi na odroczone pytania. To bolało najbardziej i chyba nawet mocniej krwawiło niż damski głos kilka tygodni przez waszym końcem. — Alex, weź ją na dół — rzucasz jeszcze do najmłodszego z twoich braci, a on rzuca się do ucieczki na bezpieczną odległość.
Drzwi zamykają się z cichym trzaskiem, a ty nawet nie wiesz co powiedzieć, bo przecież to jest zbyt absurdalne. Krążysz po pokoju jakbyś próbowała zebrać myśli tylko, że tego nie potrafisz zrobić od kilku miesięcy. Jego oddech dalej krąży ci w krwiobiegu i nie wiesz jak się tego pozbyć. Zwykłe czynności cię pokonują, a każdy problem mnoży się nie pomagając ci powstać z krwawiących niepowodzeniami kolan. Sama już nie wiesz czy jesteś na niego wściekła, a może tylko szukasz dowodu na to, że w tym wszystkim to ty jesteś pokrzywdzona?
— Dalej tam mieszka? — pytasz sucho wyciągając z kieszeni telefon komórkowy. Michael kiwa niepewnie głową jakbyś była niespełna rozumu i mogła w każdej chwili coś sobie zrobić. 
Zbiegasz na parter  nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenia rodziców, którzy zapewne wiedzą już o rozmowie, która miała miejsce chwilę wcześniej.
— Marie, co ty chcesz zrobić? — ojciec szarpie twoje ramię, gdy siłujesz się z zamkiem błyskawiczym skórzanej kurtki. Patrzysz na niego nieprzytomnym wzrokiem, bo sama nie wiesz, co zamierzasz. Myśl, że Kraft pod twoją nieobecność i bez twojej zgody spotkał się z Sophie przysłania ci umysł paraliżując wszystkie funkcje życiowe. To nie miało tak być, nie tak to sobie zaplanowałaś. 
Wyrywasz się ze stanowczego uścisku wciskając w dłoń kluczyki do samochodu. Wybiegasz z domu jakby coś jeszcze mogło cię zatrzymać się i nie zważając na plotki, które pewnie pojawią się w okolicy następnego dnia ruszasz z piskiem opon. Nie potrzebujesz nawigacji, drogę znasz przecież doskonale. Co zrobisz? Co mu powiesz? Sama nie wiem. Nie zastanawiasz się nad tym, ale wiesz, że w tym momencie nie ma już odwrotu. Nie ma już żadnego "ale".


 ♥

to wszystko jest trudne dla Marie - wszyscy to wiemy.
tylko teraz czy oni naprawdę nie są w stanie normalnie porozmawiać?
następny rozdział będzie chyba najważniejszym.

piątek, 2 czerwca 2017

oddech piąty



Nadejdź, prawdziwy świecie
Dlaczego odmawiam Tobie?
Bo jeśli moje obawy są podstawne
Ryzykuję stracenie Cię



Słońce zachodzi ostatnimi promieniami oświetlając nienaruszone śniegowe zaspy, które pokrywają cały świat - już niedługo święta, a ty dalej nie czujesz ten radosnej atmosfery. Stoisz na balkonie nie przejmując się zimnem, wiatrem, który rozwiewa poły twojego płaszcza - skupiasz się na swoich drżących z emocji dłoniach, na głosie uwięzionym w gardle. Czujesz, że znowu zaczyna się piekło i wystarczy jedna zła, podjęta pod wpływem impulsu decyzja, a znowu wystawisz się na publiczny lincz. Jednak pragniesz, aby było jak dawniej - czy to źle, że pragniesz pełnej rodziny i po prostu własnego szczęścia? Krzyczysz podrywając do lotu ptaki siedzące na drzewach, a powietrze przepełnia ból, strach, zwyczajna niemoc. To, co odczuwasz odbija się od ścian domu i odlatuje zupełnie jak te ptaki, które wystraszyłaś. Twoje ciało całe się trzęsie, wszystkie organy rozrywają się, a następnie łączą w jakiś dziwnych kombinacjach, krwawisz, choć nie widać otwartych ran. Braknie ci sił i wszystko milknie - już nie czujesz zupełnie nic, wszystko się kończy, jakby ktoś włączył restart. Ogarnia cię ulga, choć nie wiesz czy dobrze, że pojawia się w takim momencie. Kolejne dni kosztują cię coraz więcej nerwów, każde niespokojne spojrzenia rodziców przyprawiają cię o torsje. Chcesz się odciąć? Chcesz zapomnieć? Tylko nie wiem czy aby na pewno istnieje życie bez niego. Czujesz obecność brata na niewielkim skrawku płytek jednak nie musisz nic mówić. Słowa przelatują między wami, wszystkie obawy uwalniają się za dotykiem pracy, każdy oddech jest kolejną nie możliwą do spełnianie obietnicą.
— Czy to źle, że nie chciałam go widzieć? — pytasz patrząc w jego oczy, tak bardzo podobne to twoich i czujesz, że toniesz w nich nie mogąc znowu złapać oddechu. Otula się mocniej zrobionym na drutach szalikiem, jednak nie odpowiada. Znowu czujesz, że się boi, ponieważ znowu osądzisz go zbyt szybko. To wszystko jest kwestią nastawiania, jednak pojawienie się Krafta w waszym domu zachwiało wszystkim. — Wiesz jak ja się czułam, gdy to wszystko prysło? Wiedziałam, że nie żyję w bajce, ale to lądowanie było zbyt bolesne. Potem wracałam do domu i widziałam ciebie i wasze zdjęcia, i to jak rozmawiacie i wiedziałam, że nie uwolnię się od tego przez bardzo długi czas. — mówisz coraz spokojniej, jakby twoje ciało naprawdę chciało się tego wszystkiego wyzbyć. Podobno wypowiedzenia tego, co nas boli sprawia, że możemy czuć się lepiej. Tylko, że czasem jest tak, że same słowa bolą bardziej, ponieważ przeżywamy po raz kolejny coś, o czym usilnie chcemy zapomnieć.
— Może jednak nie warto przekreślać go jako człowieka, który w końcu stanie się ważny dla Sophie? — pyta zupełnie nie widząc jak się zachować, bo to właśnie on jest między młotem, a kowadłem. Kilka złych słów wypowiedzianych w nieodpowiednim towarzystwie może być tylko gwoździem do jego trumny. Nie umiałabym wybrać między najlepszym przyjacielem, a jedyną siostrą. Tylko co jeśli spadnie na niego tyle ciężkich słów, że będzie musiał to zrobić?
— Wiesz co zabolało mnie najbardziej? — pytasz, choć wiesz, że on oddałby wszystkie, sprzedałby własną duszę diabłu byle by nie słuchać więcej twoich żalów. — Nie chodzi nawet o mnie, Sophie też go przecież nie pamięta. Ruszyło mnie to, że tak szybko się pocieszył, że te wszystkie zapewnienia o jego miłości i planowanie wspólnego życia były tylko pustymi wierszami.
Blondyn porusza się nerwowo zerkając na ciemniejące niebo zwiastujące koniec, kolejnego dnia, w którym twojego serce pękło. Nie czuje się na siłach, żeby cię przytulić, żeby cokolwiek powiedzieć. Stoją obok siebie stykając się ramionami - oboje wpatrzeni w horyzont jakby nie było zmartwień, problemów, jakby to wszystko was nie dotyczyło, a było jedynie rolą do odegrania, od której można się oderwać w dowolnym momencie.
— Marie - blondyn dotyka twojego ramienia, a ty mocniej zaciskasz oczy powstrzymując łzy. — On jest jej ojcem czy tego chcesz czy nie.
Nie możesz dłużej wytrzymać zaciskając dłonie na drewnianej balustradzie  - próbujesz oddychać. Spokojnie, wdech, wydech, wdech, wydech i jeszcze raz. Tylko, że Michael nadal tutaj jest i nic nie rozumie. Bo wiesz, że zrozumieć może cię tylko osoba, która była w twojej sytuacji, ale nigdy nie była na twoim miejscu. Nikt inny nie drży na myśl o tym, że ojcu twojego dziecka może się coś stać prawie co weekend. Nikt inny nie ma tyle do stracenia co twoja rodzina; bracia od zawsze cieszyli się sportem, nie chcesz, żeby musieli się przejmować skandalem. Nikt inny nie za córki ze Stefanem Kraftem, choć przecież nie ty jedna wzdychasz do jego zdjęcia, którego nie masz odwagi usunąć, choć wiesz, że powinnaś. Nie masz już dwunastu lat, więc wiesz, że nadszedł czas, aby zdecydować i się nie złamać pod namowami różnych ludzi, którzy myślą, że wymyślą coś lepszego niż ty.
   — Stefan nie ma mieć miejsca w życiu Sophie i proszę, żebyś uszanował moją decyzję. Zgoda, Michael? — odwraca głową, nie zgadza się z tobą, jednak ty nie możesz dłużej zdawać się na czyjąś intuicję. Brunet wyrządził ci zbyt wiele zła, żeby teraz miał prawo przepraszać i liczyć na jakiekolwiek wybaczenie.



Nie było mnie sporo czasu - musiałam się trochę oderwać od tego opowiadania itd.
Wracam z czymś bardzo wymęczonym, które nawet nie wiem czy mi się podoba.
Może to wcale Stefan nie jest tym złym? Wiecie, że ja nigdy nie skreślam ludzi.
A dzisiaj będę tak bardzo za panem #15


sobota, 6 maja 2017

oddech czwarty


Sprawiłeś, że moje serce krwawiło
Wciąż jesteś winien mi wyjaśnienie
Bo nie potrafię zrozumieć, dlaczego?


Czy istnieje akt umierania, który się nie kończy? Wiesz, że tak, bo gdy stoisz, patrząc na niego jakbyś nie rozumiała nic i nikogo wiesz, że to coś na kształt odchodzenia, jednak to piekło nie ma zamiaru się skończyć. To mieszanka bezsilności, panicznej, chaotycznej złości, która każe ci uderzyć go prosto w twarz, wyrwać serce,a następnie upić się do nieprzytomności, zdziwienia i miłości, tej cholernej tęsknoty, przez którą musisz walczyć ze sobą, żeby się nie rozpłakać, że on wrócił, tak trochę z ulgi, a jednocześnie z rozpaczy, że znowu to robi. Znowu przychodzi i chce zapewne porozmawiać na tematy, które pobudzą wspomnienia, które zaleją cię w nocy, gdy będziesz próbowała uspokoić świszczący oddech, pewnie próbując odreagować paląc papierosa na balkonie, a szum drzew wcale nie będzie cię uspokajał. Przełykasz ślinę czując, że za twoimi plecami gromadzi się cała rodzina tylko po co? Chcą cię przypilnować, żeby nie zrzuciła go ze schodów? czy może sprawdzić czy nie pogłaskasz go po głowie akceptując i zapominając? Sama nie wiesz, co robić, gdy patrzy na ciebie pewnie równie żałośnie jak ty do niego, jednak wiesz, że musisz zrobić wszystko byleby nie utonąć w jego spojrzeniu, byle nie zachłysnąć się jego wyobrażeniem o kilka sekund za długo.
— Nagle spodobała ci się zabawa w rodzinę? — próbujesz brzmieć chłodno, pragniesz, żeby twój wyprany z emocji głos zranił go tak bardzo jak on zrobił to tobie, jednak gdy tylko otwierasz usta wydobywa się z nich tylko zbyt drżący, żeby ktoś potraktował go poważnie głos. Przełykasz ślinę, nawilżając wyschnięte z nadmiaru sprzeczności gardło i wiesz, że brzmisz chociaż trochę poważniej. Ale nadal przypominasz małą, wystraszoną dziewczynkę, której kolega zabrał lizaka, a może nigdy nie przestałaś nią być? — Chyba jednak trochę za późno.
Zaciska pięści, jakby on musiał z czymkolwiek walczyć, zupełnie jakby on też nie miał łatwo. Prychasz w duchu na swoją głupotę i jego arogancję, że miał odwagę tutaj przyjechać i jeszcze patrzeć z tą żałością, na którą masz ochotę się nabrać, bo przecież było dobrze, bo przecież był.
— Nie chciałaś rozmawiać przez telefon, więc przyjechałem — wzrusza ramionami, a ty czujesz jak silna dłoń zaciska się na twoim ramieniu. Strącasz ją rzucając Michaelowi karcące spojrzenie, a on zagryza zdenerwowany wargi i kiwając głową do bruneta trochę za tobą. — Marie, ja wiem, że nie powinienem na nic liczyć, jednak sądzę, że kilka słów i informacji mi się jednak należy.
— Wróć do swojego idealnego świata, bo nic tu po tobie - warczysz nastrojona czymś dziwnym, trochę niepokojącym. Widzisz, że teraz nie odpuści, gdy udało mu się coś w tobie zmienić, jednak nie sądzisz, że taka rozmowa to odpowiednie widowisko dla rodziny i sąsiadów zerkających uważnie zza firanki. Kiwasz z jadowitym uśmiechem do pani Kolme, która akurat teraz musi zamiatać i ryzykujesz. Stawiasz na szali wszystko, co posiadasz i dobro całej rodziny dajesz znowu w zastaw. Obracasz się widząc, że ojciec doskonale wie, co chcesz zrobić, bo prawie siłą prowadzi matkę do salonu zamykając drzwi. Słyszysz doskonale w tej ciszy bijące serce i słodki śmiech Sophie, której nie chcesz narażać, a jeśli nawet się nie uda to jeszcze nie teraz. — Nie róbmy przedstawienia, znasz drogę do mojego pokoju. — wzruszasz ramionami rzucając do niego przez ramię. Słyszysz jego kroki i czujesz na sobie jego wzrok, który spuszcza, gdy mijacie twoich nastawionych negatywnie do tego wszystkiego, do jego osoby i tego, że przebywa w waszym domu, braci. “Nie sądziłem, że się do tego posuniesz, stary” - głos Michaela przerywa oskarżycielską ciszę, a ty naprawdę walczysz o to, żeby się nie odwrócić i nie zobaczyć jego wyrazu twarzy. Brniesz przed siebie jakby za zakrętem majaczyła meta, która w końcu znika niczym fatamorgana ukazując kolejne pagórki nie do pokonania.
— Kultura nakazuje mi powiedzieć, żebyś się rozgościł, ale wiem, że nie zostaniesz tutaj tak długo - przechylasz głowę zamykając za nim drzwi do twojej oazy spokoju, chociaż gdy tylko zerkasz na stolik nocny od razu przychodzi ci do głowy nocna rozmowa. Pociera dłonie o siebie, chociaż w pokoju jest zdecydowanie ciepło - a może zrobiło się tak, gdy on wszedł, a ty zamknęłaś drzwi. Opierasz się biodrami o biurko, a on tylko stoi i patrzy. Czujesz jakby czas się cofnął, a wy zastanawialibyście się jak powiedzieć rodzicom o ciąży - uśmiechasz się, bo mimo wszystko to jedna z rzeczy, której być nikomu nie oddała. Przyglądasz mu się przez chwilę nieco dokładniej i zastanawiasz się ile kalkulował przed tą wizytą, bo słyszałaś, że jego występ podczas drugiego z indywidualnych konkursów nie można zaliczyć do udanych - dwudzieste drugie miejsce nie cieszyło ani jego, ani związku.
— Nie pozwolisz mi złożyć życzeń własnej córce? — pyta, a ty widzisz, że zwyczajnie z tobą pogrywa, drwi z ciebie w biały dzień, a ty naprawdę nie potrafisz sobie z tym poradzić. Unosi brwi, a ty nie potrafisz złapać oddechu, gdy podchodzi bliżej ciebie. Nie chcesz tego, ale potrafisz powstrzymać kolejności zdarzeń - to magnetyzowanie cię osłabia. — To chociaż daj jej prezent ode mnie — szepcze ci do ucha stawiając na biurku różową, ozdobną torebkę.
Uśmiecha się ponownie zapinając kurtkę i chcesz go zatrzymać, nie wiesz po, co, ale wiesz, że jeśli tego nie zrobisz on znowu coś zaplanuje i już się od niego nie uwolnisz. Czujesz jego szept na swoim policzku, choć przecież minęło już kilka minut. Przystaje jeszcze na chwilę przy ścianie i widzisz z jaką czułością przypatruje się zdjęciom małej, słodkiej blondyneczki, do której nie ma praw. Nie możesz się ruszyć, nie możesz spojrzeć mu w oczy, bo wiesz, że upadniesz zbyt nisko, nie chcesz go - już nie.
— Wiesz co, Marie? — słyszysz jeszcze jego mocny głos, zanim zamyka za sobą drzwi. Popełniasz błąd i odnajdujesz się w jego oczach, jakbyś dalej żyła w jego umyśle, lepiona jego niecierpliwymi dłońmi, nieprzyzwoitymi myślami. — Tęskniłem.
— Jesteś jeszcze większym dupkiem niż cię zapamiętałam — wyrzucasz zanim zostawia cię samą, znika zupełnie jak wtedy, a ty stoisz. Czujesz, że nie masz możliwości biec za nim, wykrzyczeć mu prosto w twarz jak wiele zniszczył w twoim życiu bez żadnego wytłumaczenia, bez słowa “przepraszam”. Opadasz na podłogę i wiesz, że teraz musisz poprosić o pomoc, bo inaczej to może się skończyć gorzej niż przed kilkoma lat - możesz pozwolić mówić swojemu sercu, które chyba pogubiło się w tym, co jest dla ciebie dobre, bo dalej wybija szaleńczy rytm na samo wspomnienie o nim.


Muszę się przyznać, że ja pierwszy raz nie wiem czy lubię swoich bohaterów. Trochę to dziwne, ale Kraft mnie na razie odpycha, choć przecież nie może być zły do szpiku kości. Ale czy to, co się dzieje go usprawiedliwia?


sobota, 29 kwietnia 2017

oddech trzeci


Spójrz w moją twarz
Powiedz, że mnie kochasz
Nawet jeżeli to kłamstwo
Ponieważ ja się tym w ogóle nie przejmuję


Kręcisz z rozbawieniem głową przyglądając się swoim braciom, którzy próbują zabawić czterolatkę, której grymas wskazuje na to, że nie idzie im to za dobrze. Śmiejesz się pod nosem zostawiając ich samych w pokoju, aby pomóc w dekorowaniu urodzinowego tortu, którego truskawkowy zapach uderza cię od samego progu kuchni. Widzisz jak ojciec podwija rękawy jasnej koszuli jeszcze bardziej zdobiąc ciasto różnokolorowymi zawijasami byleby wywołać uśmiech na twarzy ukochanej wnuczki. Cieszysz się, gdy widzisz, że sprawia mu to ogromną przyjemność, mimo tego, że początkowo był wściekły. Wystarczył jeden nieświadomy uśmiech kilkutygodniowej istotki, żeby stała się jego oczkiem w głowie, wystarczyła chwila, żeby wsiadł w samochód i wykupił wszystkie różowe stroje w promieniu kilku kilometrów.
— Tym razem chyba przeszedłeś sam siebie — uśmiechasz się wieszając się mu na ramieniu i całując w podzięce w zarośnięty policzek. Odkłada szprycę zerkając na ciebie z powątpiewaniem, jednak widzisz radosne ogniki, które błyszczą w jego zielonych oczach - czujesz jakbyś patrząc w nie mogła zajrzeć do własnej duszy. — Wiesz, że Sophie i tak nie będzie pamiętać tak wspaniałych wypieków dziadka? — zerkasz na niego kątem oka nabierając palcem krem z olbrzymiej miski.
— Mam jeszcze trochę szans, żeby jednak zapamiętała śmieje się, a w kącikach ust pojawiają mu się delikatne zmarszczki. Przewraca oczami widząc jak podjadasz niewykorzystaną masę, jednak wie, że to twoja ulubiona czynność podczas rodzinnego pieczenia. Wzdycha wskazując mi miejsce naprzeciwko siebie, a po chwili siada na krześle uprzednio zamykając drzwi. — Co się dzieje, Marie?
Wzruszasz ramionami zapewniając go, że wszystko jest w porządku, że nie ma się czym martwić. Wmawiasz mu, że po prostu źle spałeś, że zupełnie przypadkiem znalazł was z Michaelem rano siedzących na kuchennym parapecie z kubkiem ciepłego mleka - leku na wszystkie smutki, troski i problemy. Wtedy przywitał was radośnie, nie zagłębiając się w szczegóły jednak jego zacięty wzrok mówi ci, że teraz nie odpuści póki ściany nie pochłoną słów, które zalegają gdzieś na końcu języka jakby bały się opuścić twoje usta.
— Nie naciskaj, tato — błagasz go zagryzając wargi, a on odwraca wzrok, bo nie może ci tego obiecać. Chcę cię chronić, odpędzić wszystkie demony, które nachodzą cię w nocy, przegonić wszystkie potwory, które od ponad dwudziestu lat czają się pod twoim łóżkiem. Nie chcesz mu ponownie złamać serca swoimi uczuciami, które zwyczajnie źle ulokowała za młodu, a skutki decyzji podjętych pod wpływem chwili pokonały cię i teraz leżysz pokonana przez własne pragnienie szczęścia, przez wiarę w świętość miłości i ludzi. Przeszywa cię na wskroś - znajdujesz się pod ścianę, modlisz się, żeby mama lub ktoś zupełnie inny przerwał tę niewygodną sytuację, z którą sama nie potrafisz sobie poradzić. — Stefan zadzwonił i chciał porozmawiać.
Mężczyzna zrywa się w krzesła prawie potrącając leżące na brzegu stołu talerze, jakby twoje słowa wywołały jakieś pole, które go od siebie odpycha. Nie może w to uwierzyć i wcale mu się nie dziwisz, bo zarówno ty jak i blondyn siedzący za ścianą nie sądziliście, że to ma się prawo wydarzyć. Ojciec wzdryga się potrząsając głową, jakby właśnie odrzucił od siebie pomysł obicia twarzy bruneta, który zbezcześcił twój wypracowany spokój. Łapiesz jego wzrok i wiesz, że nie będzie mógł w nocy spać - żałujesz, że dałam się złamać i wyjawiła mu to, że ktoś w nocy zadzwonił. Wiesz, że powie o wszystkim matce, a ta znowu otoczy cię kloszem zabraniając nawet wyjść z córką na plac zabaw niedaleko w obawie, że Kraft będzie chciał “porozmawiać” - boją się o ciebie zbyt mocno, jednak wszyscy domownicy wiedzą w jak fatalnym stanie byłaś, gdy on zwyczajnie odszedł.
— Joseph, Marie — mama wpada uśmiechnięta do kuchni, jednak widząc wasze miny i napięte mięśnie jej radosny grymas w jednej chwili zmyka. Nie rozumie, jednak wiesz, że potem wypyta o wszystko o ojca, o każdy szczegół, a potem zwoła rodzinne zebranie. Wzdycha głośno powietrze rzucając mi ostrzegawcze spojrzenie, na którego widok zakładacie na twarz maskę uśmiechając się jakby przed momentem nic się nie wydarzyło. — Sophie już się niecierpliwi.
Gdy wychodzi rzuca wam jeszcze przez ramię pokrzepiający uśmiech - czas zmierzyć się z zaniepokojonym Michaelem i tak bardzo podobną do niego czterolatką. Czujesz jak ojciec ściska twoje ramię, a ty odpowiadasz mu nieco wymuszonym uśmiechem, nie możesz pozwolić mu się martwić, nie w tak radosnym dla wszystkich dniu. Zabierasz przygotowane wcześniej talerza, a on zabiera tort i już po chwili jesteście witani w salonie radosnym okrzykiem blodnynki, którą zrywa się z kolan twojego najstarszego brata i przytula się do twoich nóg wpatrując się z uwielbieniem w dzieło swojego dziadka. Schylasz się całując ją w czoło i wiesz, że nie zamieniłabyś jej na nic innego. Alexander ogłasza wszystkim, że czas w końcu zdmuchnąć świeczki, a Sophie wręcz podskakuje z zachwytu. Unosisz ją, żeby mogła dosięgnąć do palącej się już czwórki, gdy gwar rozmów przerywa dzwonek do drzwi.
Rzucasz rodzicom zdziwione spojrzenie, bo przecież jesteście w komplecie, przecież wszystkie miejsca są zajęte. Wstajesz z krzesła i poprawiając wystające z koka niesforne kosmyki podchodzisz do drzwi. Czujesz, że nie masz na tyle sił, żeby otworzyć, jednak możesz się mylić. Dzwonek nie ustaje,a ty rozpamiętujesz słowa Michaela “nie ma tyle odwagi, żeby tutaj przyjść” - nie chcesz wierzyć, żeby to właśnie Kraft, przyczyna wszystkiego, osoba, którą obwiniasz o całe zło świata zaczynając od konfliktu na Bliskim Wschodzie na dziurze ozonowej kończąc stoi za drzwiami i próbuje dostać się do twojego domu, życia, serca mimo wyraźnego zakazu, który wydał, który potwierdził twój ojciec. Przełykasz ślinę przybierając zdystansowany wyraz twarzy i wierzysz, że nie złamiesz się, gdy zobaczysz emocje kłębiące się w jego oczach, które kochałaś, których nigdy kochać nie przestaniesz. Bo wiesz, że to wszystko mogło mieć sens tylko dlatego, żeby przekonać się, że istnieją takie oczy jakie ma on. Uchylasz drzwi, jakby otwierała przed nim wszystko co masz i od razu uderzają cię jego perfumy. Widzisz jak odwraca się jakby chciał już odejść, zrezygnować i patrzy. Patrzy na ciebie tak jak robił to miliony razy, jakbyś nie sprawiała, że jego świat jest lepszy, lecz jakbyś była całym jego światem. Nie tak wyobrażałam sobie wasze kolejne spotkanie, raczej liczyłam, że to będzie przypadkiem, trochę w biegu, żebyś nie musiała stawać z nim w twarzą w twarz, abyś nie musiała mierzyć się z tym wszystkim co czujesz, z sercem, które dalej wyrywa się w jego kierunku.
— Stefan?! — głos grzęźnie mi w gardle i brzmisz tak żałośnie, żeby samej siebie zaczyna ci być szkoda, a patrząc na niego widzisz, że boi się co będzie dalej; to nie koniec, nie chęć zakończenia - to dopiero początek wszystkiego innego.

***

Dalej Krafta brak, ale to już chyba koniec jego nieobecności tutaj - w sensie dosłownym oczywiście, bo tak praktycznie to mąci w głowie Marie cały czas. Czasem mam wrażenie, że sama do końca nie rozumiem moich bohaterów.

󠁢

niedziela, 23 kwietnia 2017

oddech drugi




Teraz, kiedy spojrzysz w moją twarz

Tak dosyć, dosyć tych kłamstw
Których użyłaś, aby się za nimi schować
Nie ma żadnej miłości w twoich niebiosach deszczu.



Biegniesz nie zważając na skrzypienie schodów pod twoimi bosymi stopami - szukasz siebie w miejscach, gdzie mogłaś zostawić kolejne swoje części. Kręcisz się nerwowo spoglądając na drzwi, zza których sączy się światło. Wzdychasz cicho próbując zmusić ciało do zaprzestania tych wszystkich odruchów, które nie pomagają ci w istnieniu. Twoja skóra trzeszczy jakby obcy dotyk byłby w stanie ją rozerwać, pełen bólu szept odbija się echem od ścian korytarza, na którym stoisz. Przestępujesz z nogi na nogę chwilę nasłuchując. Ściskasz klamkę wspominając jego słowa: "zawsze możesz do mnie przyjść" - tylko czy tak jest naprawdę? czy szeptał te słowa, bo tak wypada? Nie masz ochoty się nad tym zastanawiać, potrzebujesz go w tej chwili, bez względu na łączące go z brunetem relacje, na wasze stosunki przez lata i wszelkie rodzinne brudy, których nikt nie zamierza wyciągać na wierzch.
- Michael - stajesz w koszuli nocnej w drzwiach jego pokoju zagryzając przestraszona wargę. Brat patrzy na ciebie kręcąc głową z niedowierzaniem. Nie musisz mówić mu, co się stało - widzisz w jego oczach, że wie, jednak wierzysz głęboko w to, że gdy to powiesz, to wszystko okaże się to tylko senną marą, którą on rozgoni swoim uśmiechem. - On zadzwonił.
Zamiera, widzisz, jak spina wszystkie mięśnie przeczesując palcami włosy; jest zdezorientowany, nie umie tego poukładać po raz kolejny. Wstaje z łóżka podchodząc bliżej ciebie. Jego też to wszystko nie oszczędziło, jednak ich przyjaźń się odbudowała. Choć Kraft nie miał prawa już przechodzić przez próg waszego domu dalej widywali się na konkursach, na wieczornych wyjściach, dalej dzieli ze sobą pokoje hotelowe i prawie wszystkie tajemnicy - zupełnie jakby nic się nigdy nie wydarzyło. Z perspektywy czasu zazdrościsz im, że tak potrafią, bo ty dalej budzisz się z krzykiem, gdy śnią ci się jego oczy, dalej mocniej zaciskasz kciuki, gdy widzisz go w locie. Blondyn ściska twoją drobną dłoń, czujesz, jak przepływają między wami słowa, których nie jesteście w stanie wypowiedzieć na głos – od czterech lat nie jest między wami dobrze. Dobrze wiesz, że za dużo gorzkich słów wykrzyczałaś mu prosto w twarz, gdy Alexandrem znikał z białym wózkiem za rogiem – nie szczędziłaś mu wyzwisk, oskarżeń, pretensji. Obarczałaś go winą, marzyłaś o tym, żeby cisnąć w niego parującą w talerzu zupą. Chciałaś wyrwać z niego każdy strzępek informacji, których ci nie dał, bo zwyczajnie chciałaś zrozumieć. Sądziłaś, że musiał komuś powiedzieć o powodach swojego zniknięcia z twojego życia, jednak nikt z waszych wspólnych przyjaciół nic nie wiedział – to od ciebie dowiedzieli się o zaistniałej sytuacji. Wiele razy przez pierwsze pół roku odrzucałaś od siebie ochotę pojechania do Salzburga, wejścia znowu do jego życia z butami. Potem to minęło; pogodziłaś się z tym wszystkim, nie chciałaś już rozdrapywać gojących się ran, ale się bałaś – nie miałaś przygotowanej odpowiedzi na pytanie, które w pewnym momencie musiałaś usłyszeć. „Gdzie jest tata?” – twoje serce stanęło, gdy z ust twojej kochanej blondynki padło zdanie, które oderwało wszystkie łaty. Wszystko stało się w tamtym momencie trudniejsze, jedynie Michael okazał ci wsparcie. Trochę pochopnie, trochę samoczynnie to właśnie na niego spadło wytłumaczenia Sophie gdzie jest drugi z jej rodziców – pracuje; nie pomylił się przecież, bo rzeczywiście skoki, które okazały się ważniejsze były jego pracą. Przełykasz głośno ślinę czując jak ponownie wspomnienie bruneta odbiera ci wszystko co masz, wszystko co możesz nazwać stabilnym. Skoczek narciarski patrzy na ciebie kręcąc głową, jednak gdy widzi, że jest coraz gorzej, że nie panujesz już nad drżeniem brody, że twoje ciało przechodzą nieprzyjemne dreszcze, których nie umiesz powstrzymać, że rozpadasz się zupełnie jak przed czterema laty przytula cię mocno.
- To niemożliwe, ani ja, ani nikt ze znajomych nie dał mu numeru. - wypowiada spokojnie jakby czekał na twój wybuch, jakby liczył na coś więcej niż łzy. Patrzysz na niego uważnie jakbyś szukała w nim winy, jakby to jednak on dał mu klucz do furtki, którą sam zatrzasnął, jednak nie widzisz nic. Patrzycie na siebie nieco zlęknieni, że to wszystko wraca, a wy znowu nie jesteście na to przegotowani. – Może jednak powinnaś z nim porozmawiać na spokojnie? – czujesz, że stara się zachowywać rozsądnie, jednak tobie nie w głowie teraz pokojowe spotkania. Starasz się uniknąć tego, zupełnie jak twoja córka zupy pomidorowej – za wszelką cenę. Wiesz, że nie będziesz potrafiła nad sobą panować, gdy staniecie twarzą w twarz; nie chcesz się dowiedzieć, jak zachowa się twoje ciało, gdy on uśmiechnie się w tej fantastyczny uśmiech, który przez jakiś czas był pierwszą rzeczą każdego ranka, którą pragnęłaś widzieć.
- Ja nie chcę go znowu zobaczyć. - szlochasz zaciskając dłonie na materiale jego koszulki. Myśli napływają ci do głowy, próbujesz je wyrzucić, zamknąć się przed wszystkimi wspomnieniami, których uaktywniły się wraz z dzisiejszym telefonem. Wiele dni musiało minąć, żebyś otrząsnęła się i nie chcesz tego zmieniać. Dobrze ci było bez niego, choć czułaś łzy pod powiekami, gdy Sophie robiła się coraz bardziej do niego podobna. Odnajdywałaś go w jej ruchach, w błysku oczu czy w pojawiającym się uśmiechu.
- Spokojnie, nie ma na tyle odwagi, żeby tutaj przyjść – szepcze mocno zaciskając wargi, jakby sam nie wierzył w słowa, które wypowiada. Od kilku dni odrzuca jego nachalne połączenia, a teraz żałuje. Być może gdyby wczoraj odebrał wcześniej wiedziałby o tym wszystkim, o tym, że on chce z tobą porozmawiać, może udałoby mu się do tego nie dopuścić. Czuje się winny, mimo, że przekonywanie Stefana do zmiany decyzji, którą podjął wybierając twój numer było niemożliwe. Zawsze, a szczególnie podczas ostatnich lat wszystkie jego pomysły wykonywał natychmiast, ryzykował, nikt nie był w stanie go powstrzymać. Gładzi cię po głowie jeszcze długo, aż dostrzegasz pierwsze oznaki nadchodzącego poranka. Kolejny dzień, w którym trzeba będzie się zmierzyć z wszystkimi demonami przeszłości, bo nie da się już dłużej trzymać ich w szafie – wszystkie zawiasy puściły.

***

Nie lubię tego rozdziału, choć wiem, że nie jestem na tym etapie inaczej go napisać. Nie skreślajcie Stefana od razu, bo przecież jeszcze go nie poznaliście. Nie oceniajcie Marie, bo ona jest zwyczajnie w szoku. Nie negujcie Michaela, który naprawdę ma w głowie mętlik. 


sobota, 1 kwietnia 2017

oddech pierwszy [prolog]




Po prostu żebyś wiedział
To uczucie odbiera mi kontrolę
I nic nie mogę na to poradzić
Nie będę siedział bezczynnie, 
nie mogę pozwolić jemu teraz wygrać





Zamykasz i otwierasz na powrót oczy próbując zmyć z wewnętrznej strony powiek ślady wspomnień, resztki obietnic bez pokrycia, które co nocy odbijają się echem od ścian pokoju, który cały przesiąknął jego pięknymi kłamstwami, które tak pięknie szeptał ci do ucha, aby następnie odnaleźć twoje wargi tak bardzo spragnione jego dotyku, jakby jego pocałunki były ci potrzebne do życia, jakby nic i to nigdy nie mogło ci ich zastąpić. Zagryzasz je - bolące od niepocałowania, palące, gdy tylko dotykasz je palcami. Trwasz, egzystujesz - opacznie wypełniając powierzone ci przez życie zadania. Lawirujesz na granicy zaliczenia na mocną dwójkę - starasz się wyprzeć wszystkie jego słowa, które zbyt mocno pamiętasz, zbyt namacalnie czujesz jego szept na odkrytym ramieniu. 
Zegar tyka, wskazówki biegną coraz szybciej, a ty przeżywasz życie w ukryciu. Nie wysuwasz nosa z bezpiecznego miejsca, nie podróżujesz, choć tak bardzo to kochasz - przecież on też to kochał. Uśmiechasz się delikatnie, gdy nastaje nowy dzień - właśnie mijają cztery lata, odkąd podjął taką decyzję, przez którą musiałaś zrezygnować z własnych marzeń, z własnych planów, z niego - właśnie wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałaś. Upewniasz się ponownie zerkając na zegar wskazujący dwanaście minut po pierwszej w nocy.
– Happy Birthday to you – nucisz zerkając na dziewczynkę zaciskającą dłoń wokół twojego serdecznego palca. Jej blond włosy rozsypują się po poduszce niczym promyki słońca. Jest tak krucha, że boisz się wykonać najmniejszy ruch, byleby nie wytrącić ją z tego błogiego stanu. Twoja kruszynka, którą urodziłaś trochę na przekór światu, rodzinie i samej sobie. Dziewięć miesięcy minęły na zapewnieniach, krzywych spojrzeniach i nieprzyjemnych komentarzach. Zaciskałaś zęby wypłakując oczy nocami, gdy nikt nie patrzył. Piłaś herbatę na uspokojenie filiżanka za filiżanką, jednak w pewnym momencie tylko jego silne ramiona pozwalały ci odzyskać stan pozornego bezpieczeństwa. – Wszystkiego najlepszego, córeczko.
Odgarniasz niesforny kosmyk za maleńkie ucho nie mogąc powstrzymać czułego westchnienia. Ona zawładnęła twoim światem już w momencie, gdy na teście ciążowym zobaczyłaś dwie, ledwie widoczne kreseczki. Bałaś się, ale nie mogłaś wyobrazić sobie już bez niej życia. Słyszysz jak twój telefon wibruje ostrzegawczo niemal spadając z drewnianej, nocnej szafki i ze strachem nasłuchujesz przerwania spokojnego oddechu, jedynego dźwięku, który wypełnia sypialnię. Oddychasz z ulgą wyswobadzając się z objęć dziecka i sięgasz po telefon z zagryzionymi wargami. Rozważasz, kalkulujesz wszystkie możliwe zyski i straty, bo doskonale wiesz kto jest po drugiej stronie - tylko jedna osoba może kryć się pod „numerem prywatnym” w tym szczególnym dniu, w tyle znaczącej chwili, której tysięczną analizę ci przerywa. I, gdy już chcesz odrzucić połącznie i nauczyć się zapominać o kolejnej z rzeczy, które nie pozwalają ci spać odbierasz. Siedzisz w ciszy, boisz się odezwać. Wierzysz w to, że zdradzi cię każde drżenie głosu, że on usłyszy obijające twoją klatkę piersiową jak obuchem, serce. Wpatrujesz się w świecący zbyt jasno księżyc i chcesz zakończyć rozmowę, tak nagle jak on zniknął z twojego, z waszego życia nim na dobre się zaczęło.
– Marie, nie rozłączaj się, proszę – wychrypuje do słuchawki, a w twoich oczach stają łzy. Myśli wirują ci w głowie, a oddech przyśpiesza jak po długim biegu. Masz dreszcze, błądzisz wzrokiem po pokoju szukając bezpieczeństwa, które utraciłaś odbierając. Postąpiłaś pochopnie, a teraz czujesz jak wszystkie łaty jakie naszywałaś na swoją duszę się odrywają. Słyszysz jak nerwowo przełyka ślinę i zapewne modli się, żeby nie usłyszeć dźwięku zakończonej rozmowy.  – Chcę tylko porozmawiać o naszej córce.
Jego słowa są niczym lina, która powoli zaciska się na twojej szyi, czujesz ciężar odpowiedzialności, jego emocji, które tamuje, a ty i tak doskonale je słyszysz. Nie wierzysz mu w żadne ze słów, które zapewne wypowie – przez te kilka lat zmądrzałaś. Przeczesujesz dłonią włosy wzdychając frustrująco jakby w tej chwili cały wszechświat pękł na pół, a wy bylibyście na twój różnych półkulach. Mrugasz nerwowo rozglądając się w poszukiwaniu jakiejś możliwości, jakiegoś ratunku – jednak go nie ma. Jesteś zdana tylko na siebie i swoje rozszalałe zmysły, które musisz okiełznać dla dobra śpiącej istoty, bo to właśnie ona jest w tym wszystkim najważniejsza.
– To jest moja córka – warczysz ociężale ściskając ponownie drobną dłoń. – Nie masz prawa mącić jej w głowie, tak jak mi cztery lata temu. – nie jesteś pewna swoich słów, jednak wiesz, że brzmisz wiarygodnie. Brzmisz jakbyś wymazała go ze swojego życia i przez te kilkaset dni nigdy nie zastanowiła się co się u niego dzieje, jakbyś przez te niecierpliwe godziny nie zatrzymała się na wpisie o nim, które krążyły po sieci niczym ospa wietrzna w przedszkolu. Nie zapomniałaś o nim, jednak nie chcesz, aby ponownie pojawił się w twoim życiu - tego byłoby za wiele.
– Proszę – słyszysz, jak drży mu głos, jednak spazmatyczne wstrząsy, które przechodzą przez twoje ciało są silniejsze.  Jego słowa wwiercają się w twój umysł - tak słabe, że ledwie je słyszysz, tak pełne bólu i wyrzutów sumienia, że nie potrafisz grać twardej.
Rozłączasz się odrzucając telefon jak najdalej, a kolejne chwile mijają nad gdybaniem, nad domysłami co musiało się stać, że zadzwonił, co musiał zrobić, żeby dostać się do twojego życia, które odgrodziłaś od niego wysokim murem z drutem kolczastym na szczycie. Czujesz jego słowa pod skórą, jakby jego szept płynął w twoich żyłach i łudzisz się, że to będzie koniec, że może jeszcze kilka razy zadzwoni, ale odpuści i zniknie, jak zrobił to na wiedeńskim rynku.

***
Nie umiem się witać, ale wiem, że jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to będzie najbardziej dopracowane opowiadanie w mojej "karierze". Tutaj wszystko jest proste, każdy ma dwie strony - mam nadzieję, że to będzie po prostu ludzkie. Z wielkiej miłość do Stefana Krafta i jego łamanej polszczyzny.