poniedziałek, 14 sierpnia 2017

oddech dziewiąty


Potrzebuję twojej miłości, aby sprowadziła mnie z powrotem do domu
Kiedy jestem z Tobą, nigdy nie jestem samotny
Muszę poczuć, że Ty czujesz wieczorem.
Muszę Ci powiedzieć, że jest w porządku.


Ledwie znalazłaś w wypchanej po brzegi ołówkami, papierami i innymi rzeczami, bez których nie potrafisz się obejść, klucze od drzwi wejściowych, jednak udało wam się przekroczyć próg zamykając za drewnianą barierą cały upał, który ograniczał możliwość zaczerpnięcia oddechu. Uśmiechasz się do swojego towarzysza, który stara się nie upuścić żadnej z materiałowych toreb, które zawiesiłaś mu na ramieniu po wyjściu z samochodu. Opowiadasz mu o swojej rodzinie, gdy mijacie fotografie z różnych etapów twojego życia. Widzisz jak błyszczą mu oczy, gdy wskazuje zdjęcie zrobione podczas Igrzysk Olimpijskich w Soczi przedstawiające twojego brata.
- Pokazałbym ci jego medale, ale trzyma je w swoim pokoju na górze - mówisz znudzona, bo po tylu latach spędzonych w otoczce skoków narciarskich nie widziałaś w nich już nic fascynującego. Twoi bracia wiele musieli poświęcić dla tego sportu, a mimo, że ty nie pchałaś się do tego świata i tak w nim żyłaś. Konkurowałaś z treningami, konkursami, zgrupowaniami skradając mokre pocałunki z dala od kamer, między masażem, a rozmową z trenerem; to było poświęcanie całego siebie, a ty byłaś na to gotowa póki balansowaliście na tym samym poziomie.
- Nie sądziłem, że - przewracasz oczami wiedząc co dokładnie chce powiedzieć, bo mówiła to każda osoba, która ze sportem łączyło tylko kibicowanie przed telewizorem.
- Że Michael Hayboeck mieszka dalej z rodzicami? - śmiejesz się pod nosem, gdy kiwa głową. Blondyn miał mieszkanie i nawet przez jakiś czas w nim mieszkał, ale potem zrozumiał, że możesz go czasem potrzebować. Jesteś mu za to wdzięczna, jednak wiesz, że to właśnie tam znika, gdy potrzebuje pobyć po prostu sam, albo uciec po ciężkiej rozmowie - ty masz balkon, a on ma mieszkanie. - Nie zawsze wszystko jest takie jakim się wydaje, Richard. Możesz się rozłożyć w salonie, a ja zaraz przyjdę.
Mruczy coś pod nosem, jednak wraz z blokami, linijkami i ołówkami znika we wskazanym przez ciebie pomieszczeniu, a ty z przeświadczeniem, że jesteście w domu sami udajesz się do kuchni po zimną lemoniadę nucąc pod nosem. Cieszysz się, że w końcu możesz przez chwilę zasmakować życia swoich koleżanek i kolegów z roku, których największym zmartwieniem są właśnie zadawane projekty.
- Marie, bo jest sprawa - aż się wzdrygasz, gdy przez próg przechodzi blondyn. Odwracasz się w jego stronę, jednak udajesz, że nie zaniepokoiły cię jego wystraszone oczy i ściągnięte brwi. Nie masz się o co martwić, bo przecież Michael robił wszystko dla twojego dobra, prawda?
- Braciszku - wydłużasz ostatnią sylabę budząc na jego twarzy lekki uśmiech. - Nie mam czasu. Przyszedł Richard, żeby skończyć ten projekt zaliczeniowy. Jeśli nikogo nie zabiłeś, ani nikt nie umarł to wszystko inne może poczekać do kolacji - cmokasz go lekko w policzek przechodząc obok z dwiema szklankami. Rzuca jeszcze coś przez ramię, jednak nie zwracasz na to większej uwagi. Jednak im bliżej jesteś salonu tym wyraźniej słyszysz rozmowę, która nie nastrajała cię optymistycznie. Czujesz jak wątroba podchodzi ci do gardła, gdy dochodzi do ciebie dlaczego twój brat tak wyglądał. Chwytasz dłonią klamkę, gdy rozległ się głos jego najlepszego przyjaciela,
- Wiesz, że nie masz robić sobie żadnych nadziei? - rzuca prawie beztrosko, a ty wyobrażasz sobie przestraszonego Richarda postawionego przed nie do końca normalnym sportowcem, którego może cenił, któremu może kibicował podczas konkursów, ale przecież nie wszystko jest takim jakim się wydaje.
- Jakich nadziei? - pytasz licząc, że może to tylko pytanie wyrwane z kontekstu. Rozglądasz się po pokoju - nic nie zniknęło, jednak twój kolega jest zdecydowanie zbyt blady jak na panującą temperaturę. Kraft za to siedzi na fotelu z typowym dla siebie nieco ironicznym uśmiechem i bezczelnie lustruje twoje ciało. Rzucasz mu zdegustowane spojrzenie, jednak on tylko mruga. Czujesz  jak zaczynasz się gotować wewnątrz. - I co się tutaj właściwie dzieje? - pytasz bardziej chłopaka, który wygląda jakby zaraz miał wybiec i już nie wrócić.
- On mówił, żebym traktował cię tylko jak koleżankę, bo - zamilkł, gdy tylko brunet wstał z miejsca może porażony zaszczytem jaki go dostąpił, czyli rozmową z nim, a może obawą, że zablokuje go na Instagramie. Przewracasz oczami próbując zachować spokój.
- Może coś napomknąłem, jednak my tylko rozmawialiśmy z kolegą - wzrusza ramionami klepiąc oniemiałego studenta po ramieniu. - Jak ty masz właściwie na imię? - czujesz jak się trzęsiesz, jak on kłamie tobie w żywe oczy i nie masz ochoty patrzeć teraz na żadnego z nich.
- Richard - warczysz przez zaciśnięte zęby. - A ty Stefan, chyba powinieneś już sobie iść.
Patrzy na ciebie zdziwiony, jednak posłusznie rusza ku wyjściu. Czujesz jak mocno bije twoje serce, gdy się zbliża, jednak wiesz, że to tylko chwilowe. Zrzucasz wszystko na wściekłość na sportowca, jednak on nie może przejść obok ciebie obojętnie.
- Spokojnie skarbie - dotyka palcami twojej talii, a jego szept powoduje, że przechodzą cię dreszcze. Przeklinasz w duchu, ale nie poruszasz się ani o milimetr. - Złość piękności szkodzi, chociaż ze zmarszczkami też byłaś piękna.
Kończy i wychodzi - czujesz się jeszcze gorzej niż podczas urodzin Sophie, jednak starasz się, żeby nie było tego po tobie widać. Uśmiechasz się przepraszająco do przyszłego architekta wskazując kanapę. Zachowujesz się normalnie, jednak dalej czujesz na sobie jego szept, jakby był tuż obok, a jego perfumy rozchodzą się po pokoju jeszcze długo drażniąc się z twoimi zmysłami. Nie możesz się skupić i to chyba właśnie za to, że student prawie sam skończył waszą pracę tak bardzo dziękujesz  mu przy wyjściu. Nie sądziłaś, że znowu będzie dane ci się zmierzyć z dupkiem Kraftem, ale masz serdecznie dość jego wyskoków. Nie mogłaś być pewna czy zaraz nie wyskoczy z czymś podobnym, bo tak mu się spodoba. Czujesz się przytłoczona jego zmianami, a jeszcze bardziej masz dość jego towarzystwa, bo skoro nie usłyszałaś podczas waszej pracy dźwięku zamykanych drzwi to oznacza tylko jedno.
- Nie chcę go w moim domu ani minuty dłużej. - mówisz wchodząc do sypialni brata i nie obchodzi cię ich szok, ani to, że Kraft siedzi na podłodze czytając książkę. To przedstawienie stawiło, że miarka się przebrała.
- Marie, uspokój się - od razu znajduje się przy tobie blondyn, jednak strzepujesz jego bohaterską dłoń z ramienia tylko prychając. - To tylko dwie nocy, dasz radę.
- O dwie za dużo - rzucasz szybko wbijając piorunujące  spojrzenie w zainteresowanego waszą wymianą zdań bruneta. Czujesz się okropnie podnosząc głos na brata, ale on nie może wiecznie stać po obu stronach.
Temperatura w twoim wnętrzu na pewno jest wyższa niż przewidywalna, a ty po prostu nie potrafisz już znieść tego, że Kraft ma dwa oblicza. Nie czujesz się na siłach, żeby czekać na kolejne Stefan Show, bo to mogłoby się skończyć naprawdę różnie. Każda komórka boli, gdy widzisz emocje w oczach blondyna, jednak tak musiało się stać - Stefan musiał opuścić wasz dom. W tym momencie żałujesz, że go z powrotem do niego wpuściłaś.
- Nie dramatyzuj - macha ręką. - To również mój dom, a Stefan jest moim przyjacielem.
Czujesz się zdradzona przez najbliższą ci osobę, powiernika wszystkich tajemnic i rycerza, który wyganiał potwory z twojej szafy. Piecze cię policzek, chociaż przecież nikt cię nie uderzył. Każdy oddech sprawia ból, a wszystkie myśli kotłują się w głowie. Nie myślisz  racjonalnie i chociaż jesteś tego świadoma krzyczysz:
- W takim razie ja się wyprowadzam! - pozostawiasz ich w szoku i naprawdę masz szczęście, że twoi rodzice zabrali Sophie na wycieczkę, bo trzaśnięcie drzwiami musi być słychać w całej dzielnicy.



***


Siedzisz przy kuchennym stole sącząc czerwone wino, które doprowadza cię do odruchu wymiotnego. Gorycz rozprzestrzenia się po twoim ciele uderzając w każdym nerw tak, że dostajesz dreszczy przy każdym łyku. Mimo to z butelki dalej ubywa alkoholu, a ty przestajesz się przejmować arogancją Krafta i jego zachowanie, z którego liczyłaś, że już wyrósł. Prychasz pod nosem widząc jego wzrok, gdy dotykał ustami twojego policzka - czułaś się sparaliżowana. Każdy jego gest w twoją stronę był chorą próbą okazania zainteresowania, chociaż częściej twoja dłoń lądowała na jego policzku, chociaż w towarzystwie Sophie ograniczałaś się do lodowatych spojrzeń. To nie było tak, że Stefan cały czas był zły - czasem znowu widziałaś troskę w jego oczach i mogłabyś dla niego oszaleć, gdyby tylko dał ci taką szansę, bo mimo, że długo cierpiałaś to chciałaś mu wybaczyć z całego serca, które jeszcze trochę szybciej biło, gdy on był bliżej. Pod jednym warunkiem, bo chciałaś jedynie pewności, że się zmienił, że dorósł do bycia w związku, że dorósł do bycia ojcem - nie chciałaś musieć tłumaczyć waszej córce, że tata uciekł, bo znowu powinęła się wam noga. Musiałaś być silna dla czterolatki, jednak wiedziałaś, że mimo wszystko brunetowi na niej cholernie zależało. Widziałaś to, gdy sprzątał jej porozrzucane zabawki, gdy prawie wyrywał twojej mamie książkę, aby poczytać jej na dobranoc. Gdy byliście sami nawet potrafiliście porozmawiać, jednak to nie były tematy, które były warte ciągnięcia w towarzystwie. Przekonywałaś się, że ludzie się nie zmieniają, jednak widziałaś, że coś drga w jego sercu, w jego wzroku, gdy wiesza na wieszak kurtkę i przechodzi do głębi domu; miejsca zarezerwowane tylko dla najbliższych - czuł się tutaj niepewnie, bo już do nich nie należał. Przymknęłaś oczy wypijając zawartość szklanego naczynia aż do dna, gdy otwierasz oczy stoi opierając się futrynę. Przemyka ci przez myśl czy nie posłać go do diabła, jednak nie masz czasu go spławić.
- Mogę się przysiąść czy od razu wbijesz mi nóż w rękę? - wygina usta w ironiczny uśmiech, a ty tylko prychasz głośno. Nie odpowiadasz od razu tylko chwytasz butelkę uzupełniając swój organizm o kilka dodatkowych promili, bo w takim stanie nie mogłaś znieść jego obecność; mogłabyś jedynie wbić widelec w jego dłoń, albo zęby w wargi.
- Nie jestem na tyle pijana - przełykasz ślinę wskazując krzesło naprzeciw siebie, bo wolisz siedzieć. Nie jestem jeszcze na tyle pijana - myślisz uśmiechając się do siebie w duchu. Zerka zdziwiony twoją miną, jednak tylko wzruszasz ramionami. Czujesz na sobie jego wzrok, gdy taksuje uważnie twoją twarz i nie odwracasz wzroku, gdy nawiązuje kontakt wzrokowy.
- Szkoda - mruczy, a ty wybuchasz kpiącym śmiechem. Nie masz ochoty na jego dwuznacznie sugestie, bo oboje wiedzieliście o sobie zbyt dużo, żeby być tylko znajomymi. Patrzy na ciebie tym wzrokiem, od którego masz ciarki na całym ciele i nie potrafisz się powstrzymać.
- Jesteś dupkiem - rozlega się nagle, a on jakby kulił się w sobie; nie uśmiechał się a jego wzrok utkwił w bambusowej podkładce i mogłabyś przysiąc, że mu zwyczajnie głupio. Twoje słowa zastygają między wami i nie poruszają się do momentu, w którym on przełyka głośno ślinę i przeczesując palcami ciemne włosy po prostu pyta:
- Co znowu zrobiłem? - patrzysz na niego i nie wierzysz, że miał czelność jeszcze się o to pytać. Każde jego zdanie wypowiedziane w twoją stronę były tylko jego chorą grą, której nie rozumiałaś. Nie chciałaś wchodzić głębiej, bo już kiedyś się sparzyłaś - masz go serdecznie dość, szczególnie po dzisiejszym przedstawieniu, o którym zapewne jeszcze długo będzie plotkował cały rok.
- Jeszcze się pytasz? Serio? - kręcisz głową nie mogąc w to uwierzyć, bo nie czujesz złości; zupełnie jakby ta rozmowa miała miejsce gdzieś obok ciebie, jakby między wami dopiero coś miało się wydarzyć. - Raz zachowujesz się jak największy cham na tej planecie, a po chwili kajasz się bardziej niż Sophie. Co jest z tobą nie tak?
- Gdybym ci powiedział musiałbym cię zabić, słonko - nachyla się w twoją stronę mrugając, a ciebie zalewa krew. Sama nie wiesz czy masz ochotę dać mu w twarz czy otumanić i wysłać w paczce do Meksyku. Przechodzi sam siebie, aż w końcu przekracza linię bezpieczeństwa.
- Przespałam się z tobą, czyli już nic gorszego nie może mnie spotkać, złotko - bawi się twoim zirytowaniem, ale w twojej głowie zapala się lampka. Czujesz, że zaczynasz go rozumieć, jakby poprzednim zdaniem otworzył się przed tobą i teraz mogłabyś czytać z niego jak z książki tyle, że napisanej w nieznanym języku.
- Masz ze mną dziecko - unosi brwi do góry posyłając ci zwycięski uśmiech - Chyba wygrałem.
- Jesteś popieprzony, Kraft - kiwasz głową prychając pod nosem. Teraz ciebie bawiła jego gra, bo zorientowałaś się jakie są jej zasady. Nic się zmienił przez te lata. - Jesteś jedną, wielką, pieprzoną anomalią, której już chyba nie mam siły próbować zrozumieć. - stara się ci przerwać, jednak uciszasz go gestem dłoni. - Daj mi skończyć. - upijasz łyk gorzkiej cieczy, po której musisz się otrząsnąć i widzisz, że on wie do jakiego doszłaś wniosku i choć nie mówisz tego, to on wie jakie pytanie zabrzmi pod koniec tej rozmowy. - Nie obchodzą mnie twoje problemy natury egzystencjalnej, okej? No dobra, może trochę mnie obchodzą. Ale dzisiejsza rozmowa z Richardem nie powinna mieć miejsca. Biedak prawie uciekł przez okno. - uśmiechasz się pod nosem patrząc na jego reakcję.
- Nie pozwolę, żeby jakiś przydupas kręcił się wokół ciebie i Sophie - warczy zaciskając szczękę, a ty masz ochotę się roześmiać. To jest zabawne jak łatwo było dojść do tego, co kryło się za maską zapatrzonego w siebie dupka.
- Nie jesteśmy razem, a nawet jeśliby tak było to nigdy nie byłabym twoją własnością - stwierdzasz stanowczo, jednak uśmiechasz się do niego nieśmiało, bo lubiłaś, kiedy był szczery, kiedy nikogo nie udawał, a ostatnio widywałaś go takiego bardzo rzadko.
- Pozostanę nawet, gdy już nie będę twój i będziesz moja, choć nie będę cię miał - mruczy przymykając oczy. Czujesz, że robisz właściwie nie wbijając mu w ciało ostrego narzędzia.
- Czemu nie jesteś taki zawsze? - przechylasz na bok głowę obserwując jak oddycha niespokojnie. - Boisz się? Znowu?
- Nie boję się niczego - prostuje się posyłając ci surowe spojrzenie, której jednak bardziej cię rozbawia niż mrozi. Wydęłaś wargi opierając podbródek na dłoniach.
- Boisz się wielkich słów, własnych emocji i uczuć, które mogłyby zniszczyć twoją reputację dupka - rzucasz mu zaczepne spojrzenie, a on wzrusza ramionami. Widzisz w jego oczach, że coś się zmienia i gdy spoglądasz w nie dłużej - samolubnie w nich tonąc - widzisz, że maska rozbija się na miliony kawałeczków.
- Kurtyna opadła? - wzdycha głęboko rozkładając ręce. Znowu jest twoim Stefanem, w którym się zakochałaś.
- Myślałam, że kilka lat temu - wzruszasz ramionami - Nie wiedziałam, że znowu sądzisz, że tak jest prościej - zakładasz ręce na piersi patrząc na jego konsternację.
- Tylko nie proponuj znowu tego układu - marszczy nos unosząc ręce do góry - Marie, proszę.
Uśmiechasz się wstając z miejsca i mija chwila nim mroczki przed oczami znikają. Oddychasz głęboko, wiedząc, że od tej rozmowy będzie już zupełnie inaczej i liczysz, że nie będzie gorzej. To jest szansa, która została wykorzystana, gdy zaszłaś w ciążę, a teraz chociaż Sophie jest na świecie czujesz, że znowu może pomóc.
- Pełna szczerość w każdej kwestii. Od teraz do waszego wyjazdu. - mówisz poważnie. - Wchodzisz w to czy znowu tchórzysz?

***
Za tydzień będzie następny - to tak z najważniejszych informacji. Dawno nie napisałam nic tak długiego, więc brawa dla mnie. Lubię ten rozdział i mam nadzieję, że Wam też się podoba. Stefan może będzie mniej dupkowaty, a Marie chyba dojrzewa (czuję się jak ich matka :o).






wtorek, 18 lipca 2017

oddech ósmy


To walka aż do śmierci
Która odbierze twój ostatni oddech
Ale nic mi nie będzie



Siedzisz na fotelu zagryzając ołówek, który od kilku minut powinien robić slalom na leżącym na twoich kolanach bloku, jednak nie umiesz zrobić zadowalającego cię szkicu, gdy masz ważniejsze rzeczy do zrobienia. Zerkasz przez okno na bawiącą się w ogrodzie z brunetem Sophie - widzisz jej uśmiech, słyszysz głośny śmiech i wiedziałaś, że zrobiłaś dobrze, jednak masz obawy jak te ich spotkania będą wyglądały później, zacznie się sezon, konkursy i wiesz z własnego doświadczenia, że wtedy Kraft nie będzie miał nawet czasu na dłuższą drzemkę. Odwracasz od nich przestraszona wzrok, gdy Stefan łapie z tobą kontakt wzrokowy i uśmiecha się szeroko. Czujesz się jak uczeń, którego przyłapano na ściąganiu i tylko swoją skruchą może nakłonić nauczycielkę, żeby nie wpisywała mi uwagi do dzienniczka - tylko teraz nie miałabyś już kary od rodziców tylko on zacząłby lekką, niezobowiązującą rozmowę, której się boisz. Każde słowo mogło spowodować lawinę wspomnień, przez które znowu nie spałabyś w nocy. Mimo, że umiecie wymienić ze sobą kilka zdań przez telefon to jednak on najczęściej pyta tylko kiedy może do was przyjechać i zobaczyć córkę. Widzisz za każdym raz, gdy przepuszczasz go przez próg, że jest naprawdę szczęśliwy, jednak żadne z was nie porusza tematu, który dalej pozostaje niedokończony. Czy wszystko między wami jest skończone? Czy zostaniecie przyjaciółmi, a teraz wasze relacje są tylko koleżeńskie? Czy zaprosi cię w przyszłości na swój ślub i nie poczujesz ukłucia zazdrości, gdy zobaczysz go z inną kobietą? Czy zachowujecie się przyjacielsko tylko ze względu na Sophie? Myśli kłębią ci się w głowie powodując promieniujący do każdej części ciała ból, który starasz się zagłuszyć.
 Brak weny? — Alexander patrzy na ciebie z zaciekawieniem opierając się o futrynę. Przewracasz oczami zamykając z głośnym westchnieniem blok rysunkowy. Zawsze, gdy targały tobą emocje, gdy nie mogłaś poradzić sobie z otaczającym cię światem wyciągałaś z piórnika ołówki i szkicowałaś - nieważne czy to był kolejny rysunek ogromu skąpanego w kwiatach czy przechodnie, których miałaś na ulicach; mając blok miałaś kontrolę nad światem i mogłaś upamiętniać ważne lub znaczące momenty. Jednak bardzo często bałaś się rysować ważne dla ciebie osoby, bo kiedyś usłyszałaś, że to przynosi pecha. — Nie możesz go cały czas kontrolować.
Czujesz na sobie jego pełen troski wzrok, jednak nie widzisz nic złego w tym, że obserwujesz ich zza firanki - nie ufasz mu w pełni, jeśli chodzi o czterolatkę, więc musisz ich podglądać, żeby zaspokoić własne sumienie. Alexander odchrząkuje znacząco, żebyś na niego spojrzała, jednak ty tylko wzruszasz ramionami.
 Nie zrozumiesz tego — mówisz spoglądając na niego kątem oka, jednak wydaje z siebie tylko rozbawione parsknięcie. — Nie masz dzieci.
 Ale znam Stefana i wiem, że nie zrobiłby Sophie nic złego — rzuca spoglądając przez okno w stronę rozbawionej dwójki i unosi rękę w geście, gdy powitania, gdy Kraft spogląda w waszą stronę. — Marie, przecież ci jej nie zabierze.
Zagryzasz wargi czując, że zupełnie nieświadomie trafił w samo sedno - boisz się, że przez wszystkie podobieństwa jakie są między nimi blondynka w pewnym momencie będzie wolała jego, a wtedy stracisz wszystko, co masz. Ona jest twoim oczkiem w głowie i to ciebie uwielbiała bezgranicznie od samego początku, jednak pojawienie się w waszym życiu skoczka narciarskiego obudziło w tobie myśl, że to on stanie się jej bohaterem, o którym będzie opowiadać koleżankom w przedszkolu z dumą w oczach - brakowało mu może peleryny, ale latać umiał całkiem nieźle.



***


`    Obserwujesz jego wyuczone ruchy opierając się o ścianę - bezczelnie wpatrujesz się w jego duszę, gdy on zupełnie nieświadomy krząta się po kuchni starając się dać ci coś od siebie, widzisz w jego działaniach pewność, ale zarazem strach, że zrobi coś nie tak. Jakby miał obawy czy aby twoją ulubioną herbatą dalej jest ta jaśminowa pita w błękitnym kubku - nic się nie zmieniło, a ty nie możesz powstrzymać uśmiechu wchodzącego ci bez pozwolenia na wargi. Odchrząkujesz nie chcąc go przestraszyć i z uśmiechem siadasz na jednym z krzeseł.
 Zasnęła — informujesz go przeciągając się niczym kot. Masz zdrętwiałe mięśnie od nachylania się nad zasypiającym dzieckiem, które cały czas opowiadało jak świetnie bawiło się z wujkiem Stefanem na placu zabaw. Oddychasz głęboko wdychając zapach, który roznosi się po całym pomieszczeniu - herbata jaśminowa zmieszana z jego zapachem, który mógłby ci zastąpić tlen. — Cały czas o tobie mówiła.
Słysząc twoje słowa zamiera w bezruchu z dwoma kubkami w rękach i uśmiecha się czule, jego oczy błyszczą i wydaje ci się, że twoje własne serce znacznie przyśpiesza. Nie sądziłaś, że tak proste słowa sprawią mu tak wielką radość, a ty od kiedy go poznałaś uwielbiał sprawiać mu przyjemność.
 Naprawdę? — pyta, jakby nie wierzył, że kupił sobie sympatię tej drobnej istoty, która pewnie teraz słodko śpi. — Też wspaniale się z nią dzisiaj bawiłem. Pomyślałem sobie, że zrobię herbatę, tylko nie wiedziałem jaką teraz lubisz. — mówi stawiając kubki na dzielącym was stole uśmiechając się niepewnie. Kalkuluje ile mogło się zmienić i czy istnieje w twoim życiu jeszcze coś, co on zna i nie będzie musiał poznać na nowo? Chwytasz naczynie w obie dłonie, a twój uśmiech pokazuje mu, że wybrał dobrze.
— Moja miłość do tej herbaty jest niezmienna —mówisz upijając łyk i czujesz jak wraz z ciepłem rozchodzącym się po twoim ciele ogarnia cię spokój i nawet obecność patrzącego ci w oczy chłopaka staje się czymś normalnym. — Do kilku innych rzeczy również.
Sama nie wiesz czemu to mówisz, jednak widzisz, że napina się, gdy dochodzi do niego sens twoich słów. Twoje ciało przechodzą dreszcze, gdy wpatrujesz się w jego dołeczki, gdy uśmiecha się w ten charakterystyczny dla niego sposób i znowu toniesz w jego oczach marząc, żeby kontakt wzrokowy trwał jak najdłużej.
 Marie — jego głos drży, gdy swoją ciepłą dłonią dotyka twojej i ty nie potrafisz nawet wyrwać z jego uścisku. Powietrze jest namagnetyzowane waszymi nieporadnymi spojrzeniami, jakbyście bali się, że gdy powiecie sobie prawdę to zniszczycie ten pozorny spokój, który jest między wami od niedawna. Oblizuje wargi zbierając w sobie odwagę, a gdy otwiera usta mimowolnie wstrzymujesz oddech. Chcesz się skupić przez chwilę tylko na nim, bo już sama nie wiesz czy chodzi bardziej o Sophie czy bardziej o ciebie. — Chciałbym wszystko naprawić, bo dalej mi na tobie zależy.
 Nie jest teraz odpowiedni moment na wielkie słowa — rzucasz zamykając oczy, jakby to mogło zatrzymać twoją wewnętrzną wargę. Bo twoja drżąca dusza wybaczyła mu wszystko już dawno, jednak rozum nie daje się tak łatwo przekonać - potrzeba wam czasu i braku kłód, które ktoś rzucałby wam pod nogi. — Ja...Chcę szczęścia naszej córki, a o sobie na razie nie myślę. — zagryzasz wargi, a on ściska twoją dłoń starając się dodać ci otuchy, wsparcia - tylko, że to wszystko przez niego i przez ciebie; trochę przez twoje serce, a trochę przez jego oczy, które odnalazły się w tłumie kilka lat wcześniej i nawet teraz, gdy siedzicie naprzeciw siebie widzisz w nich siebie.

***

Ten rozdział miał zawierać jeszcze coś, ale postanowiłam to podzielić. Mam nadzieję, że nie jest źle, bo gdy sprawdzam to opowiadanie mam taki zaciesz, że nie mogę tego opisać. Zapętlałam sobie tę piosenkę podczas pisania, więc wylądowała na górze - szczerze? utkwiła mi bardzo w pamięci podczas oglądania "Suits" - mojej wielkiej, serialowej miłości. Co do Stefana i Marie to chyba idzie to w dobrą stronę, chyba...


poniedziałek, 3 lipca 2017

oddech siódmy


Odpychasz mnie,
Nie chcę cierpieć,
Ale to ty ranisz mnie najbardziej
Słowami, które wypowiadasz

Stoisz tam, przed jego drzwiami, kilka metrów od niego i trzęsiesz się jakbyś wyszła na mróz bez kurtki. Ale te dreszcze nie mają nic wspólnego z temperaturą, która jest dodatnia - to wszystko spowodował on, na pewno nie przypadkiem, a zupełnie celowo znowu wszedł w twoje życie nie pytając o pozwolenie, bez słowa sprzeciwu z żadnej strony. Zagryzasz od wewnątrz policzki, żeby nie krzyczeć, aby nie mieszać żalu z łzami, które jeszcze kontrolujesz. To wszystko nie miało tak być, to wszystko miało się skończyć w momencie, gdy zostawił prezent urodzinowy w twojej sypialni. Naciskasz dzwonek i czekasz, znowu czekasz, trwasz w niewiedzy zawieszona między chwilami, których nie chcesz przeżywać, napełniona uczuciami, których chcesz się wyprzeć chociaż przecież nie potrafisz. Mijają sekundy, który trwają zbyt długo osiadając na twojego zdenerwowanej skórze zanim otwiera drzwi i po jego minie widzisz, że nie będziesz musiała odpowiadać na pytanie "co cię tu sprowadza", bo on doskonale wie dlaczego stoisz przed nim z zarumienionymi policzkami, z pulsującą głową i zaciśniętymi pięściami.
— Nie rozmawiajmy na korytarzu rzuca bez emocji, jego głos nie załamuje się, a ty masz ochotę wybuchnąć kpiącym śmiechem. Jego słowa tak zwyczajne jakby tutaj chodziło o rozmowę o wycieczce za granicę czy tajną recepturę kremu do ciasta - chociaż może nawet w tym byłoby więcej emocji. Otwiera szerzej drzwi przepuszczając cię w progu, a gdy go mijasz słyszysz jak nierówno oddycha, widzisz jak kawałek z jego maski spada roztrzaskując się o ciemne płytki. Uśmiecha się do ciebie blado, jednak nie odwzajemnisz grymasu, który nijak pasuje do sytuacji, w której się znajdujecie. Pogadajmy na tarasie, znasz drogę. rzuca z odrobiną kpiny wchodząc do kuchni. Zaciskasz mocniej zęby, bo to oczywiste, że nasz drogę. Przecież tyle razy siedzieliście do późna oparci o ściany budynku i oglądaliście gwiazdy prześcigając się w wykrzykiwaniu ich nazw. Spędziliście tam razem wiele popołudni, gdy on czytał kolejne książki, a ty zagryzałaś ołówki, aby w końcu skończyć jego portret - idealny prezent na wyjątkową okoliczność teraz kurzył się na strychu między rzeczami zupełnie niepotrzebnymi. Opierasz się o szklaną barierę podziwiając widok, który prawie zapomniałaś, gdy on wraca ze szklanką wody. Jego zmieszanie miesza się z twoim zdenerwowaniem, a majaczący na jego ustach uśmiech przyprawia cię o kolejne dreszcze; kolejna próba wyleczenia się idzie na marne, znów zbyt silnie działają na ciebie jego drobne, nieznaczące gesty.
— Nie miałeś prawa wykorzystywać mojej nieobecności warczysz zaciskając zęby do granicy bólu. Dalej na niego nie patrzysz, ale możesz przysiąc, że parska pod nosem i zaczesuje włosy szukając dobrej odpowiedz. Ty nawet nie krzyczysz, ranisz go dławiącym się w gardle głosem, brakiem spojrzenia, stanowczością zdań. Nie wiem co powiedziałeś Michaelowi, że ci w to uwierzył, ale ja nie zamierzam znowu być tą naiwną. rozluźniasz i zaciskasz na przemian dłonie stojąc w miejscu. Krew w twoich żyłach pulsuje, serce bije jak oszalałe - odwracasz się widząc jak cały jego plan na granie tego złego rozsypuje się na miliony kawałeczków. Nakręcasz się jego skruchą, jego wstydem, purpurą na policzkach i drżeniem szczęki. Słowo po słowie wysuwasz ku niego coraz to nowe oskarżenia, za które kary nie poniósł. Wkraczasz między tematy, które go ranią najbardziej i masz zamiar wylać wszystkie żale, nie pozostawić na jego usprawiedliwienie zupełnie nic.
Marie oddycha głośno zamykając oczy. Uspokój się i wreszcie mnie posłuchaj! znajduje się kilka kroków od ciebie, jakby dzieliła was jakąś barierą, której nie umie i którą boi się przekroczyć.
Nie, Stefan, nie mam zamiaru rzucasz kręcąc głową, odganiając od siebie każdą myśl, która nakazuje ci zostać i wysłuchać każdego jego słowa. Nie pozwolę Ci zbliżyć się do Sophie tylko dlatego, że sezon się skończył i masz za dużo wolnego czasu. Nie dam ci zgody, żebyś potraktował ją jak chwilową zachciankę, którą odłożysz jak rzecz, gdy wyjedziesz na zgrupowanie przed sezonem. To jest dziecko, Stefan! Twoje dziecko! Ono ma uczucia i rozumie więcej niż ci się wydaje.
Nigdy nie chciałem traktować jej jak zabawki staje niepewnie obok ciebie zagryzając wargi. Kręcisz głową nie umiejąc już panować nad łzami, a on jeszcze bardziej to wszystko komplikuje swoją bliskością, której nie powinno być, czułością w głosie, której nie było zbyt długo Ciebie też nie.
Kręci ci się w głowie, gdy zaciskasz dłonie na barierce. Nie czujesz teraz nic oprócz wielkiego chaosu, który wypełnia każdą komórkę twojego ciała. Czujesz na sobie jego wzrok trochę zlękniony, że razem wybiegniesz, uciekniesz od problemów i odpowiedzialności, trochę zbyt natrętny by go zignorować i udać, że zwyczajnie nie słyszałaś i w końcu za bardzo twój, żeby ten ostatni raz nie walczyć o odpowiedzi na pytanie, przez które nie możesz spać spokojnie już od kilku lat.
To dlaczego odszedłeś? nie umiesz dłużej tego w sobie dusić, w końcu oboje przez całą ciążę byliście ofiarami niewybrednych żartów i obraźliwych uwag. Nie tylko ty cierpiałaś, nie tylko ty miałaś koszmary - on również budził się zlany potem, nie mógł się na niczym skupić. Byliście bezsilni wobec całego zła tego świata, ale wtedy myślałaś, że będąc razem jakoś to przetrwacie. Dlaczego zostawiłeś nas w momencie, gdy najbardziej cię potrzebowaliśmy?
Bałem się, rozumiesz? wybucha rozkładając ręce i widzisz, że jego to wszystko też pokonało już na starcie. Kręci głową, a ty boisz się spojrzeć mu w oczy, żeby nie dostrzec tego strachu, który sama wiele razy odczuwałaś. Ledwo co smakowaliśmy legalnie alkoholu,a już pojawiła się Sophie. Nie chodzi o to, że jej nie chciałem, wiesz przecież, że to najlepsze, co mnie spotkało. Przestraszyłem się, że nie będę w stanie być dobrym ojcem. Bo co o dzieciach czy rodzinie może wiedzieć osiemnastolatek, który swoich rodziców widzi raz na kilka miesięcy? Były skoki i byłyście wy, a potem już poza skokami nie było nic. Nie chciałem zawieść, byłem głupcem i cholernie mocno tego żałuję.
Myślisz, że ja się nie bałam? Każdy jej płacz, każdy niespokojny szmer przyprawiał mnie o atak serca. Ale nie odeszłam, bo was kochałam. odpadasz na wiklinowe krzesło i opierasz głowę na dłoniach. Nie jesteś w stanie nie reagować na jego słowa, bo to jednak nie było tak ja to sobie ułożyłam. Mdli cię od tych informacji, wyznań i tego, że musiało się tyle wydarzyć, żebyście w końcu normalnie porozmawiali.
- Przepraszam, Marie - widzisz jak powstrzymuje łzy, a ty zaczynasz oddychasz głębiej. - Postąpiłem nierozsądnie, nie pomyślałem w tym wszystkim o tobie, przepraszam. Później już tylko stchórzyłem - bałem się spotkania z Tobą, twoimi rodzicami, Michaelem. Dałbym wszystko byleby cofnąć czas.
Kuca przed tobą i po chwili dotyka twojego kolana jakby chciał zapewnić, że nic złego już nie ma prawa się wydarzyć. Odpychasz od siebie wszystkie egoistyczne myśli, bo wiesz, że chciałaś zniszczyć życie własnej córki przez jakieś uprzedzenia, głupie pomysły, które wykiełkowały na ziarnie niedomówień.
Stefan, ona dalej cię potrzebuje - widzisz jak nadzieja błyszczy w jego oczach.
Sądzisz, że mógłbym się z nią widywać? pyta jakby nie wierzył we własne szczęście, pyta jakbyś chciała mu zagwarantować każda z możliwych nagród. Unosi głowę i pierwszy raz bez bólu patrzycie sobie w oczy. Starasz się uśmiechnąć, żeby zrozumiał, że to wszystko jest prawdziwe. Niczego mu nie obiecujesz, bo mimo wszystko zranił cię bardzo mocno, ale liczysz na to, że w pewnym momencie będziecie mogli o tym porozmawiać.   Nie chciałbym wchodzić z butami w twoje życie.
Moim życiem jest Sophie, a ona ma prawo poznać własnego ojca. dotykasz jego dłoni czując, że podejmujesz najlepszą decyzję z możliwych.




oboże! nie sądziłam, że tak się popłaczę pisząc ten rozdział, ale stało się. sama nie wiem jak mi to wyszło i nie mnie to oceniać; bardzo znaczące dla tego opowiadania, ale to jeszcze nie koniec. ale już tak serio to miałam ochotę moją wersję Stefana uderzyć mocno w głowę.

ret.

piątek, 16 czerwca 2017

oddech szósty



Mogłabym dać Ci jeszcze jedną szansę, upaść
Przyjąć strzał za Ciebie
Potrzebuję Cię jak serce potrzebuje bicia
Ale to nic nowego
Moja miłość była gorącym promieniem
(OneRepublic - Apologize)


Kwietniowe słońce przygrzewa zbyt mocno, gdy siedzisz na pomarańczowym dywanie na poddaszu rodzinnego domu. Minęło kilka miesięcy, a Kraft się nie pojawił - wszystko wróciło do normy - łącznie z twoimi koszmarami - masz nadzieję, że na zawsze. Sezon zakończył się kilka tygodni temu, a za dwa tygodnie brat znowu ucieknie z domu, znowu będzie spędzał z nim czas na zgrupowaniach i innych tego typu rzeczach. Zastanawiałaś się czasem czy siedząc na wąskich, hotelowych łóżkach w porze, gdy powinni już spać, regenerować się przed następnym konkursem, poruszają twój temat. Nie przykładając się za bardzo przekładasz z jednej wieży na drugą kolejne drewniane klocki kątem oka obserwując przebierającą lalki blondyneczkę. Z uśmiechem opowiada o nich Alexandrowi, który kilka chwil wcześniej wszedł do pokoju z tacą pełną ciastek. Przyglądasz im się nieco dłużej, a po chwili przenosisz wzrok na czytającego Michaela. Blondyn zdaje się cię nie zauważać, co jakoś specjalnie cię nie dziwi. Sielskie popołudnie płynie i nic nie wskazuje na to, że stanie się coś, co znowu zwróci was przeciw sobie. Dźwigasz się z podłogi potrącając przypadkiem zamek, który rozsypuje się na jasnych panelach. Dźwięk przeszywa cię na wskroś, jakby coś wbijało cię się w serce powodując niewyobrażalny ból. Widzisz w tej sytuacji coś, co sprawia, że uśmiechasz się ironicznie pod nosem - stabilna budowla runęła przez drobny, przypadkowy gest. Kręcąc rozbawiona głową nalewasz do szklanki soku i gestem przywołujesz Sophie.
— Napij się, bo pewnie zaschło ci w gardle — rzucasz roześmiane spojrzenie Alexandrowi, który zdaje się być wykończony po zabawnie z siostrzenicą. Blondynka zawsze była bardzo absorbująca, a mimo to skradała serca wszystkich członków rodziny. Porozrzucała lalki, które dostała od twoich braci na Boże Narodzenie, a ty zamiast gonić ją do sprzątania sama bawisz się jej klockami. Może nigdy nie dorosłaś? Może jej przyjście na świat tylko ukryło w tobie dziecięcy pierwiastek? 
— Mamo — słyszysz jej całkowicie poważny głos, którym zmusza cię, żebyś zwróciła na nią uwagę. Obserwujesz uważnie jej wydęte wargi i ten błysk w oku, w którym nie trudno doszukać się ambicji. Patrzy na ciebie nie bojąc się kontaktu wzrokowego i to ty pierwsza odwracasz wzrok, gdy za bardzo przypomina ci błyszczące oczy Stefana po każdym zakończonym telemarkiem skoku. — A ten wujek jeszcze do nas przyjdzie? — pyta bezpośrednio, a twoje serce przyspiesza mimowolnie.
— Jaki wujek, kochanie? — z twoich ust pada pytanie i powietrze momentalnie gęstnieje. Słyszysz swój przerywany oddech i nie musisz się rozglądać po pokoju, żeby znaleźć winnego. Odwracasz głowę, żeby zobaczyć strach na twarzy skoczka narciarskiego, ale nie dostrzegasz nawet cienia. Jego twarz emanuje spokojem, tylko oczy pozostają zaniepokojone, jakby nie wszystko szło zgodnie z planem, który założył. — Jak mogłeś? — szepczesz w jego stronę prawie bezgłośnie jednocześnie ściskając małą dłoń, która zaciska się na twoim kolanie. Jesteś bliska wybuchu, ale przecież to nie musi być on. Może chodzić o kogoś zupełnie innego, prawda?
— Stefan — mówi z dziecięcą szczerością zakręcając jasny kosmyk wokół palca, odkrywając wszystkie karty. Rzucasz blondynowi zranione spojrzenie i coś w tobie pęka. Czujesz, że złość i wina wciągają cię coraz mocniej i dłużej nie dasz rady z nimi walczyć. — Mówił, że nie będziesz chciała się z nim widzieć.
— Miał rację. — zaciskasz zęby próbując brzmieć naturalnie, bo to nie jest jej wina, ona jeszcze nic nie rozumie. Los dał ci ją na pociechę za kolejną pomyłkę dwóch ciał, choć do tego przegranej przyczyniliście się oboje. On podjął ten ostateczny krok, bo był dużo odważniejszy niż ty, gdy wiele razy już wybierałaś jego numer telefonu. Pogubiłaś się w uczuciach do niego już dawno temu, a potem, gdy wszystko się skończyło zwyczajnie zamiotłaś wszystko pod dywan. Czułaś, że teraz żadna siła nie wyciągnie twoich brudów na światło dzienne. Wiedziałaś, że wtedy one cię przerosną, gdy znowu przyjdzie ci się z nimi zmierzyć. Wrócił, a ty dalej nie miałaś odpowiedzi na odroczone pytania. To bolało najbardziej i chyba nawet mocniej krwawiło niż damski głos kilka tygodni przez waszym końcem. — Alex, weź ją na dół — rzucasz jeszcze do najmłodszego z twoich braci, a on rzuca się do ucieczki na bezpieczną odległość.
Drzwi zamykają się z cichym trzaskiem, a ty nawet nie wiesz co powiedzieć, bo przecież to jest zbyt absurdalne. Krążysz po pokoju jakbyś próbowała zebrać myśli tylko, że tego nie potrafisz zrobić od kilku miesięcy. Jego oddech dalej krąży ci w krwiobiegu i nie wiesz jak się tego pozbyć. Zwykłe czynności cię pokonują, a każdy problem mnoży się nie pomagając ci powstać z krwawiących niepowodzeniami kolan. Sama już nie wiesz czy jesteś na niego wściekła, a może tylko szukasz dowodu na to, że w tym wszystkim to ty jesteś pokrzywdzona?
— Dalej tam mieszka? — pytasz sucho wyciągając z kieszeni telefon komórkowy. Michael kiwa niepewnie głową jakbyś była niespełna rozumu i mogła w każdej chwili coś sobie zrobić. 
Zbiegasz na parter  nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenia rodziców, którzy zapewne wiedzą już o rozmowie, która miała miejsce chwilę wcześniej.
— Marie, co ty chcesz zrobić? — ojciec szarpie twoje ramię, gdy siłujesz się z zamkiem błyskawiczym skórzanej kurtki. Patrzysz na niego nieprzytomnym wzrokiem, bo sama nie wiesz, co zamierzasz. Myśl, że Kraft pod twoją nieobecność i bez twojej zgody spotkał się z Sophie przysłania ci umysł paraliżując wszystkie funkcje życiowe. To nie miało tak być, nie tak to sobie zaplanowałaś. 
Wyrywasz się ze stanowczego uścisku wciskając w dłoń kluczyki do samochodu. Wybiegasz z domu jakby coś jeszcze mogło cię zatrzymać się i nie zważając na plotki, które pewnie pojawią się w okolicy następnego dnia ruszasz z piskiem opon. Nie potrzebujesz nawigacji, drogę znasz przecież doskonale. Co zrobisz? Co mu powiesz? Sama nie wiem. Nie zastanawiasz się nad tym, ale wiesz, że w tym momencie nie ma już odwrotu. Nie ma już żadnego "ale".


 ♥

to wszystko jest trudne dla Marie - wszyscy to wiemy.
tylko teraz czy oni naprawdę nie są w stanie normalnie porozmawiać?
następny rozdział będzie chyba najważniejszym.

piątek, 2 czerwca 2017

oddech piąty



Nadejdź, prawdziwy świecie
Dlaczego odmawiam Tobie?
Bo jeśli moje obawy są podstawne
Ryzykuję stracenie Cię



Słońce zachodzi ostatnimi promieniami oświetlając nienaruszone śniegowe zaspy, które pokrywają cały świat - już niedługo święta, a ty dalej nie czujesz ten radosnej atmosfery. Stoisz na balkonie nie przejmując się zimnem, wiatrem, który rozwiewa poły twojego płaszcza - skupiasz się na swoich drżących z emocji dłoniach, na głosie uwięzionym w gardle. Czujesz, że znowu zaczyna się piekło i wystarczy jedna zła, podjęta pod wpływem impulsu decyzja, a znowu wystawisz się na publiczny lincz. Jednak pragniesz, aby było jak dawniej - czy to źle, że pragniesz pełnej rodziny i po prostu własnego szczęścia? Krzyczysz podrywając do lotu ptaki siedzące na drzewach, a powietrze przepełnia ból, strach, zwyczajna niemoc. To, co odczuwasz odbija się od ścian domu i odlatuje zupełnie jak te ptaki, które wystraszyłaś. Twoje ciało całe się trzęsie, wszystkie organy rozrywają się, a następnie łączą w jakiś dziwnych kombinacjach, krwawisz, choć nie widać otwartych ran. Braknie ci sił i wszystko milknie - już nie czujesz zupełnie nic, wszystko się kończy, jakby ktoś włączył restart. Ogarnia cię ulga, choć nie wiesz czy dobrze, że pojawia się w takim momencie. Kolejne dni kosztują cię coraz więcej nerwów, każde niespokojne spojrzenia rodziców przyprawiają cię o torsje. Chcesz się odciąć? Chcesz zapomnieć? Tylko nie wiem czy aby na pewno istnieje życie bez niego. Czujesz obecność brata na niewielkim skrawku płytek jednak nie musisz nic mówić. Słowa przelatują między wami, wszystkie obawy uwalniają się za dotykiem pracy, każdy oddech jest kolejną nie możliwą do spełnianie obietnicą.
— Czy to źle, że nie chciałam go widzieć? — pytasz patrząc w jego oczy, tak bardzo podobne to twoich i czujesz, że toniesz w nich nie mogąc znowu złapać oddechu. Otula się mocniej zrobionym na drutach szalikiem, jednak nie odpowiada. Znowu czujesz, że się boi, ponieważ znowu osądzisz go zbyt szybko. To wszystko jest kwestią nastawiania, jednak pojawienie się Krafta w waszym domu zachwiało wszystkim. — Wiesz jak ja się czułam, gdy to wszystko prysło? Wiedziałam, że nie żyję w bajce, ale to lądowanie było zbyt bolesne. Potem wracałam do domu i widziałam ciebie i wasze zdjęcia, i to jak rozmawiacie i wiedziałam, że nie uwolnię się od tego przez bardzo długi czas. — mówisz coraz spokojniej, jakby twoje ciało naprawdę chciało się tego wszystkiego wyzbyć. Podobno wypowiedzenia tego, co nas boli sprawia, że możemy czuć się lepiej. Tylko, że czasem jest tak, że same słowa bolą bardziej, ponieważ przeżywamy po raz kolejny coś, o czym usilnie chcemy zapomnieć.
— Może jednak nie warto przekreślać go jako człowieka, który w końcu stanie się ważny dla Sophie? — pyta zupełnie nie widząc jak się zachować, bo to właśnie on jest między młotem, a kowadłem. Kilka złych słów wypowiedzianych w nieodpowiednim towarzystwie może być tylko gwoździem do jego trumny. Nie umiałabym wybrać między najlepszym przyjacielem, a jedyną siostrą. Tylko co jeśli spadnie na niego tyle ciężkich słów, że będzie musiał to zrobić?
— Wiesz co zabolało mnie najbardziej? — pytasz, choć wiesz, że on oddałby wszystkie, sprzedałby własną duszę diabłu byle by nie słuchać więcej twoich żalów. — Nie chodzi nawet o mnie, Sophie też go przecież nie pamięta. Ruszyło mnie to, że tak szybko się pocieszył, że te wszystkie zapewnienia o jego miłości i planowanie wspólnego życia były tylko pustymi wierszami.
Blondyn porusza się nerwowo zerkając na ciemniejące niebo zwiastujące koniec, kolejnego dnia, w którym twojego serce pękło. Nie czuje się na siłach, żeby cię przytulić, żeby cokolwiek powiedzieć. Stoją obok siebie stykając się ramionami - oboje wpatrzeni w horyzont jakby nie było zmartwień, problemów, jakby to wszystko was nie dotyczyło, a było jedynie rolą do odegrania, od której można się oderwać w dowolnym momencie.
— Marie - blondyn dotyka twojego ramienia, a ty mocniej zaciskasz oczy powstrzymując łzy. — On jest jej ojcem czy tego chcesz czy nie.
Nie możesz dłużej wytrzymać zaciskając dłonie na drewnianej balustradzie  - próbujesz oddychać. Spokojnie, wdech, wydech, wdech, wydech i jeszcze raz. Tylko, że Michael nadal tutaj jest i nic nie rozumie. Bo wiesz, że zrozumieć może cię tylko osoba, która była w twojej sytuacji, ale nigdy nie była na twoim miejscu. Nikt inny nie drży na myśl o tym, że ojcu twojego dziecka może się coś stać prawie co weekend. Nikt inny nie ma tyle do stracenia co twoja rodzina; bracia od zawsze cieszyli się sportem, nie chcesz, żeby musieli się przejmować skandalem. Nikt inny nie za córki ze Stefanem Kraftem, choć przecież nie ty jedna wzdychasz do jego zdjęcia, którego nie masz odwagi usunąć, choć wiesz, że powinnaś. Nie masz już dwunastu lat, więc wiesz, że nadszedł czas, aby zdecydować i się nie złamać pod namowami różnych ludzi, którzy myślą, że wymyślą coś lepszego niż ty.
   — Stefan nie ma mieć miejsca w życiu Sophie i proszę, żebyś uszanował moją decyzję. Zgoda, Michael? — odwraca głową, nie zgadza się z tobą, jednak ty nie możesz dłużej zdawać się na czyjąś intuicję. Brunet wyrządził ci zbyt wiele zła, żeby teraz miał prawo przepraszać i liczyć na jakiekolwiek wybaczenie.



Nie było mnie sporo czasu - musiałam się trochę oderwać od tego opowiadania itd.
Wracam z czymś bardzo wymęczonym, które nawet nie wiem czy mi się podoba.
Może to wcale Stefan nie jest tym złym? Wiecie, że ja nigdy nie skreślam ludzi.
A dzisiaj będę tak bardzo za panem #15


sobota, 6 maja 2017

oddech czwarty


Sprawiłeś, że moje serce krwawiło
Wciąż jesteś winien mi wyjaśnienie
Bo nie potrafię zrozumieć, dlaczego?


Czy istnieje akt umierania, który się nie kończy? Wiesz, że tak, bo gdy stoisz, patrząc na niego jakbyś nie rozumiała nic i nikogo wiesz, że to coś na kształt odchodzenia, jednak to piekło nie ma zamiaru się skończyć. To mieszanka bezsilności, panicznej, chaotycznej złości, która każe ci uderzyć go prosto w twarz, wyrwać serce,a następnie upić się do nieprzytomności, zdziwienia i miłości, tej cholernej tęsknoty, przez którą musisz walczyć ze sobą, żeby się nie rozpłakać, że on wrócił, tak trochę z ulgi, a jednocześnie z rozpaczy, że znowu to robi. Znowu przychodzi i chce zapewne porozmawiać na tematy, które pobudzą wspomnienia, które zaleją cię w nocy, gdy będziesz próbowała uspokoić świszczący oddech, pewnie próbując odreagować paląc papierosa na balkonie, a szum drzew wcale nie będzie cię uspokajał. Przełykasz ślinę czując, że za twoimi plecami gromadzi się cała rodzina tylko po co? Chcą cię przypilnować, żeby nie zrzuciła go ze schodów? czy może sprawdzić czy nie pogłaskasz go po głowie akceptując i zapominając? Sama nie wiesz, co robić, gdy patrzy na ciebie pewnie równie żałośnie jak ty do niego, jednak wiesz, że musisz zrobić wszystko byleby nie utonąć w jego spojrzeniu, byle nie zachłysnąć się jego wyobrażeniem o kilka sekund za długo.
— Nagle spodobała ci się zabawa w rodzinę? — próbujesz brzmieć chłodno, pragniesz, żeby twój wyprany z emocji głos zranił go tak bardzo jak on zrobił to tobie, jednak gdy tylko otwierasz usta wydobywa się z nich tylko zbyt drżący, żeby ktoś potraktował go poważnie głos. Przełykasz ślinę, nawilżając wyschnięte z nadmiaru sprzeczności gardło i wiesz, że brzmisz chociaż trochę poważniej. Ale nadal przypominasz małą, wystraszoną dziewczynkę, której kolega zabrał lizaka, a może nigdy nie przestałaś nią być? — Chyba jednak trochę za późno.
Zaciska pięści, jakby on musiał z czymkolwiek walczyć, zupełnie jakby on też nie miał łatwo. Prychasz w duchu na swoją głupotę i jego arogancję, że miał odwagę tutaj przyjechać i jeszcze patrzeć z tą żałością, na którą masz ochotę się nabrać, bo przecież było dobrze, bo przecież był.
— Nie chciałaś rozmawiać przez telefon, więc przyjechałem — wzrusza ramionami, a ty czujesz jak silna dłoń zaciska się na twoim ramieniu. Strącasz ją rzucając Michaelowi karcące spojrzenie, a on zagryza zdenerwowany wargi i kiwając głową do bruneta trochę za tobą. — Marie, ja wiem, że nie powinienem na nic liczyć, jednak sądzę, że kilka słów i informacji mi się jednak należy.
— Wróć do swojego idealnego świata, bo nic tu po tobie - warczysz nastrojona czymś dziwnym, trochę niepokojącym. Widzisz, że teraz nie odpuści, gdy udało mu się coś w tobie zmienić, jednak nie sądzisz, że taka rozmowa to odpowiednie widowisko dla rodziny i sąsiadów zerkających uważnie zza firanki. Kiwasz z jadowitym uśmiechem do pani Kolme, która akurat teraz musi zamiatać i ryzykujesz. Stawiasz na szali wszystko, co posiadasz i dobro całej rodziny dajesz znowu w zastaw. Obracasz się widząc, że ojciec doskonale wie, co chcesz zrobić, bo prawie siłą prowadzi matkę do salonu zamykając drzwi. Słyszysz doskonale w tej ciszy bijące serce i słodki śmiech Sophie, której nie chcesz narażać, a jeśli nawet się nie uda to jeszcze nie teraz. — Nie róbmy przedstawienia, znasz drogę do mojego pokoju. — wzruszasz ramionami rzucając do niego przez ramię. Słyszysz jego kroki i czujesz na sobie jego wzrok, który spuszcza, gdy mijacie twoich nastawionych negatywnie do tego wszystkiego, do jego osoby i tego, że przebywa w waszym domu, braci. “Nie sądziłem, że się do tego posuniesz, stary” - głos Michaela przerywa oskarżycielską ciszę, a ty naprawdę walczysz o to, żeby się nie odwrócić i nie zobaczyć jego wyrazu twarzy. Brniesz przed siebie jakby za zakrętem majaczyła meta, która w końcu znika niczym fatamorgana ukazując kolejne pagórki nie do pokonania.
— Kultura nakazuje mi powiedzieć, żebyś się rozgościł, ale wiem, że nie zostaniesz tutaj tak długo - przechylasz głowę zamykając za nim drzwi do twojej oazy spokoju, chociaż gdy tylko zerkasz na stolik nocny od razu przychodzi ci do głowy nocna rozmowa. Pociera dłonie o siebie, chociaż w pokoju jest zdecydowanie ciepło - a może zrobiło się tak, gdy on wszedł, a ty zamknęłaś drzwi. Opierasz się biodrami o biurko, a on tylko stoi i patrzy. Czujesz jakby czas się cofnął, a wy zastanawialibyście się jak powiedzieć rodzicom o ciąży - uśmiechasz się, bo mimo wszystko to jedna z rzeczy, której być nikomu nie oddała. Przyglądasz mu się przez chwilę nieco dokładniej i zastanawiasz się ile kalkulował przed tą wizytą, bo słyszałaś, że jego występ podczas drugiego z indywidualnych konkursów nie można zaliczyć do udanych - dwudzieste drugie miejsce nie cieszyło ani jego, ani związku.
— Nie pozwolisz mi złożyć życzeń własnej córce? — pyta, a ty widzisz, że zwyczajnie z tobą pogrywa, drwi z ciebie w biały dzień, a ty naprawdę nie potrafisz sobie z tym poradzić. Unosi brwi, a ty nie potrafisz złapać oddechu, gdy podchodzi bliżej ciebie. Nie chcesz tego, ale potrafisz powstrzymać kolejności zdarzeń - to magnetyzowanie cię osłabia. — To chociaż daj jej prezent ode mnie — szepcze ci do ucha stawiając na biurku różową, ozdobną torebkę.
Uśmiecha się ponownie zapinając kurtkę i chcesz go zatrzymać, nie wiesz po, co, ale wiesz, że jeśli tego nie zrobisz on znowu coś zaplanuje i już się od niego nie uwolnisz. Czujesz jego szept na swoim policzku, choć przecież minęło już kilka minut. Przystaje jeszcze na chwilę przy ścianie i widzisz z jaką czułością przypatruje się zdjęciom małej, słodkiej blondyneczki, do której nie ma praw. Nie możesz się ruszyć, nie możesz spojrzeć mu w oczy, bo wiesz, że upadniesz zbyt nisko, nie chcesz go - już nie.
— Wiesz co, Marie? — słyszysz jeszcze jego mocny głos, zanim zamyka za sobą drzwi. Popełniasz błąd i odnajdujesz się w jego oczach, jakbyś dalej żyła w jego umyśle, lepiona jego niecierpliwymi dłońmi, nieprzyzwoitymi myślami. — Tęskniłem.
— Jesteś jeszcze większym dupkiem niż cię zapamiętałam — wyrzucasz zanim zostawia cię samą, znika zupełnie jak wtedy, a ty stoisz. Czujesz, że nie masz możliwości biec za nim, wykrzyczeć mu prosto w twarz jak wiele zniszczył w twoim życiu bez żadnego wytłumaczenia, bez słowa “przepraszam”. Opadasz na podłogę i wiesz, że teraz musisz poprosić o pomoc, bo inaczej to może się skończyć gorzej niż przed kilkoma lat - możesz pozwolić mówić swojemu sercu, które chyba pogubiło się w tym, co jest dla ciebie dobre, bo dalej wybija szaleńczy rytm na samo wspomnienie o nim.


Muszę się przyznać, że ja pierwszy raz nie wiem czy lubię swoich bohaterów. Trochę to dziwne, ale Kraft mnie na razie odpycha, choć przecież nie może być zły do szpiku kości. Ale czy to, co się dzieje go usprawiedliwia?